|
Blog > Komentarze do wpisu
Nawiązując do Ziemkiewicza
Rafał Ziemkiewicz: Kłamliwe media stały się częścią systemu władzy. Ten fragment bardzo smutnego tekstu Ziemkiewicza z dzisiejszej Rzepy ośmielił mnie do przedrukowania własnego tekstu dla Kultury Liberalnej sprzed dwóch tygodni, czyli jeszcze zanim Wojciech Mazowiecki w swojej słynnej odezwie do kolegów-dziennikarzy postawił kropkę nad "i". Możecie nie wierzyć, ale bardzo się staram ograniczać marudzenie, średnio mi to wychodzi, a w ostatnich tygodniach, gdy obserwowałam jak media gorliwie wyręczają władzę w jej rozprawie z niewygodnym urzędnikiem, bezkrytycznie publikując kolejne podsuwane przez nią kwity i nie zadając żadnych pytań, całkiem się zniechęciłam. Dyskusja, w której wzięłam udział, odbyła się pod hasłem "Cenzura nasza powszednia", ja swój głos zatytułowałam "Cenzura jest zbędna", dzisiejszy tekst Ziemkiewicza uświadomił mi, że niedługo obecnej władzy przestaną być potrzebni także PR-owcy bo i tę robotę za nich odwalają media. *** Kiedy w 2002 roku Janina Paradowska w wywiadzie z ówczesnym premierem Leszkiem Millerem zadała mu niewygodne pytanie o aferę Rywina, ten poskarżył się Michnikowi, który interweniował u redaktora naczelnego „Polityki” i pytanie zostało z wywiadu wykreślone. Trudno to nawet nazwać cenzurą, bo odbyło się za obopólną zgodą, tak jak przez pół roku, zgodnie i solidarnie, politycy i dziennikarze utrzymywali aferę Rywina w tajemnicy przed społeczeństwem. Dzisiaj żyjemy w ulepszonej wersji tamtego państwa i żadne interwencje nie są już potrzebne, bo prawdziwie niewygodne pytania po prostu nie padają. Nawet jeśli są one oczywiste, a niezadanie ich naraża dziennikarza na kompromitację. „Afera hazardowa” i „afera stoczniowa” uświadomiły władzy – jeśli jeszcze miała jakieś wątpliwości – że media są dla niej całkowicie niegroźne. A skoro są niegroźne, nie ma żadnej potrzeby uciekania się do cenzury, dziennikarze świetnie dyscyplinują się sami, to prawdopodobnie grupa społeczna, która jako ostatnia odwróci się do Platformy – ją najtrudniej będzie rozczarować. W każdym razie na tyle, żeby zrobiła cokolwiek, co mogłoby obecnej władzy realnie zaszkodzić. Nie mam oczywiście na myśli wszystkich dziennikarzy, ale ich sporą część, na tyle liczną i wpływową, że z powodzeniem dominującą w debacie publicznej zarówno jeśli chodzi o dobór tematów, jak i sposób ich przedstawiania. A ta mniejszość, która jeszcze nie zrozumiała, że pewnych pytań nie ma sensu zadawać, może być z powodzeniem neutralizowana w inny sposób, na przykład bojkotem. Premier czy minister mogą sobie przecież wybierać rozmówców. I jak mają problemy, pójdą się z nich tłumaczyć tam gdzie będą bezpieczni, gdzie dziennikarz da się wygadać, a to, co się mu nagada, przyjmie ze zrozumieniem. Po akcji ABW w sprawie „afery aneksowej” rok temu, gdy Jerzy Jachowicz zapytał ministra Ćwiąkalskiego, czy prokurator generalny nie powinien tego wyjaśnić z trybuny sejmowej, Ćwiąkalski odpowiedział: Zbigniew Ćwiąkalski: Była na ten temat konferencja prasowa Prokuratury Krajowej. Z tego, co widziałem w telewizji, pytania zadawali tylko przedstawiciele „Naszego Dziennika”, „Rzeczpospolitej”, chyba „Gazety Polskiej”, „Misji specjalnej” TVP. Natomiast dziennikarze innych środków masowego przekazu wysłuchali oświadczenia prokuratorów i odnieśli się do tego ze zrozumieniem – pytań nie mieli. [...] Ja nie dzielę dziennikarzy na dobrych i złych. Tylko na rzetelnych i nierzetelnych. Ci drudzy nie chcą nawet wiedzieć, jak było naprawdę, i chcę tylko podkreślić, kto zadawał pytania. Władzy, której dziennikarze tylko „wysłuchują i odnoszą się ze zrozumieniem”, żadna cenzura nie jest potrzebna, bo i tak nie byłoby, czego cenzurować. A przypominam, że mówimy o bardzo dziwnej akcji służb specjalnych z użyciem dziennikarzy i przeciwko dziennikarzowi. Dzisiaj okazuje się, że jej odpryskami obrywają kolejni „przypadkowo” nagrani dziennikarze, których prywatne rozmowy stają się dowodem w prywatnych procesach wiceszefa służb specjalnych. I o ile wiem, nikt się premierowi nie każe z tego tłumaczyć. A przecież gdy wybuchła „sprawa Sumlińskiego”, dziennikarka „Rzeczpospolitej” Małgorzata Subotić pisała w polemice ze mną: Małgorzata Subotić: W dramatycznej historii Sumlińskiego dostrzegam nie tylko atak na niego, lecz przede wszystkim na całe środowisko dziennikarzy śledczych. To taki cyniczny sygnał wysyłany przez ludzi służb: jak nie będziecie grzeczni, to zrobimy z wami to, co zrobiliśmy z Sumlińskim. I nawet trudno mieć pretensje do dziennikarzy, że wybierają grzeczne kariery. W Polsce dziennikarz niepokorny i zbyt dociekliwy jest skazany na funkcjonowanie na marginesie, bez szans na prawdziwą karierę i dziennikarskie laury, bo chcąc dociec do prawdy, co jest zawsze czasochłonne, będzie dużo mniej płodny niż jego kolega, którego praca sprowadza się do opatrywania pełnymi oburzenia wykrzyknikami „kwitu” podesłanego przez władzę (patrz: wałkowana od kilku dni sprawa „kłamstwa” Kamińskiego). A im bardziej poważnych rzeczy się dokopie, tym mniejsza szansa na cytowalność, bo media coraz częściej adresują swój przekaz do mało wybrednych i niewiele wymagających czytelników, których nie można męczyć wymagającymi samodzielnego myślenia tematami. Stąd krzykliwe „Kamiński kłamie!”, podparte przysłowiowym kwitem z pralni, zawsze będzie miało większą siłę przebicia niż nudna i żmudna analiza akcji wprowadzania córki biznesmena od hazardu do państwowej konkurencji. Po ostatnich aferach jeszcze bardziej rośnie poczucie alienacji czytelnika, który media śledzi, i używa przy tym mózgu. Bo prędzej czy później musi dojść do wniosku, że ci, za pośrednictwem których poznaje świat, są albo głupsi od niego, albo świadomie nim manipulują. Nie wiadomo, co gorsze. Jedynym miejscem, gdzie z czasem cenzura będzie potrzebna, jest Internet, którego rosnące znaczenie jest poważnym zagrożeniem dla mediów. Nie dlatego, że blogerzy będą w stanie zastąpić dziennikarzy, bo to jest raczej niemożliwe. Mogą oni jednak – i coraz skuteczniej to robią – podważać zaufanie do mediów, wskazując ich manipulacje i zadając niezadane pytania. Im większe zaufanie do internetowych komentatorów, tym powszechniejsza świadomość przekłamań i przemilczeń mainstreamowych mediów. I tym mniejsza ich skuteczność w ogłupianiu i manipulowaniu. Myślę, że z czasem będziemy świadkami kolejnych ataków polityków i dziennikarzy na internautów – władza nie ma już problemu z mediami, ale władza i media mogą mieć coraz większy problem z obywatelami. sobota, 14 listopada 2009, kataryna.kataryna
TrackBack
Komentarze
zmoorka
2009/11/14 16:55:21
Tusk zagrożenie ze strony internetu już zauważył. Przy okazji afery hazardowej miał propozycję blokowania stron. W kolejnym wywiadzie dodał jeszcze "treści nawołujące do nienawiści rasowej". Nikt z dziennikarzy na tej konferencji nie zapytał o blokowanie netu.
Gość: HeS, 77-253-11-149.adsl.inetia.pl
2009/11/14 17:53:10
Pani jeszcze nie zauważyła, że media (TV, prasa) są na usługach służb specjalnych, które kreują rządy w Polsce (każda z opcji politycznych ma "własne" służby). To wcale nie jest wina dziennikarzy, tylko "rynku medialnego", który zatrudnia wyłącznie takich sługusów.
Gość: , cmi110.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/11/14 18:23:34
zmoorka
Od czegoś trzeba zacząć. Najlepiej żeby to było coś, czemu przyklaśnie znaczny odłam przeciętnych użytkowników mediów elektronicznych, a przecież trudno zaprzeczyć, że hazard, już choćby przez proste negatywne skojarzenia, dobrze się do tego nadaje. Zwłaszcza, gdy okoliczności i odpowiednie nagłośnienie problemu wzmocnią te naturalne odruchy. Można więc powiedzieć, że stratedzy obecnej ekipy dobrze to obmyślili, bo mogą upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: przenieść zainteresowanie opinii z podejrzanych machinacji wokół biznesu hazardowego na bezpieczny teren i zarazem otworzyć furtkę dla administracyjnej ingerencji w treści internetowe. Jeżeli raz naruszy się paradygmat wolności w internecie, to dalej z tak oswojoną opinią pójdzie już łatwiej. Będzie można dołączać pod zręczną osłoną propagandową coraz nowe i coraz mniej zasadne ograniczenia. Warto może przypomnieć wcześniejszą, nieudaną próbę takiej inicjacji, z którą wystartował Żakowski podejmując dyskusję o chamstwie w internecie, kiedy nadarzył się wygodny, bo pozbawiony politycznego zabarwienia pretekst w postaci ataków na znaną sportsmenkę. Wtedy się nie udało, ale nie ma wątpliwości, że próby będą ponawiane przy każdej sprzyjającej okazji.
Gość: Conan, host-90-237-147-75.mobileonline.telia.com
2009/11/14 20:11:22
Zadzwoniłem wczoraj do pani Radziszewskiej-rzecznika min. Zdrojewskiego- na jej komórkę ,aby mi wyjaśniła co ma projekt rejestracji sądowej stron internetowych do walki z piractwem ?? Dowiedziałem się tylko, że pani rzecznik jest chora i w ogóle to kogo ja reprezentuję. Odrzekłem że siebie reprezentuję.
Dowiedziałem się też że rozmowa jest nagrywana bo w pewnym momencie nie zdzierżyłem i rzuciłem mięchem. Trochę mi głupio ale tylko trochę- w końcu Palikot mówi żeby kobiety w polityce traktować bez taryfy ulgowej :) Podaję numer komórki do pani rzecznik-695 310 169. Można zawsze zapytać się o zdrówko :)) Jedyne co nam żuczkom pozostaje to być upierdliwymi - to praktycznie nasza jedyna broń w walce z shitem, który nam się funduje. Gdy zaczerpnąłem na uspokojenie trzy głębokie oddechy to postanowiłem dalej szukać odpowiedzi co ma rejestracja strony do walki z piractwem ? W końcu policja nie ma problemu ze znalezieniem kogoś kto w sieci łamie prawo. I taka analogia- to że Sobiesiak ma legalnie działające i zarejestrowane firmy nie oznacza, że jest uczciwy i nie robi przepierki brudnej forsy.Więc zadzwoniłem na numer (22)4210 427 do biura rzecznika Min. Kultury. Tam zasugerowano mi , że nie ma takiego pomysłu. Gdy powiedziałem, że na wyszukiwarce trochę się sypnęło na temat tego absurdalnego pomysłu Ministerstwa Kultury to usłyszałem, że "nie wiem gdzie pan to szukał". Ale i tak ta babka była w miarę rzeczowa jak na urzędaskę i skierowała mnie pod numer (22) 4210 327 do Działu Prawnego. Tam babka (chyba parytety są w Min. Kultury :) była jeszcze konkretniejsza i dała mi numer do jeszcze jednej babki, która BEZPOŚREDNIO zajmowała się tym projektem- numer (22) 4210 384. No i klops- nic mi nie powiedziała. Dosłownie. Kazała mi wysłać maila i dzwonić na numer, na który dzwoniłem wcześniej, i który przekierował mnie właśnie do niej. Gdy jej to uświadomiłem to rzekła, że nie ma dowodu że ja tam dzwoniłem :))) Dowodem nie było dla niej to ,że inaczej bym do niej nie trafił. Kiedyś jeszcze tam podzwonię - jestem cholernie upierdliwy. Zachęcam też do tego innych; można nawet rzucić mięchem -byle kulturalnie i merytorycznie :) Dzwoniłem też do rzecznika sądu w Poznaniu i dowiedziałem się, że termin kolejnej rozprawy tyczącej małej Róży zostanie wyznaczony za dwa tygodnie. Jeszcze nie dzwoniłem do redakcji "Dziennika" -ale ja lubię sobie poczekać i rozdrapywać zabliżnione rany :) Polecam wszystkim felieton Roberta Gwiazdowskiego na jego blogu pt "Pakiet Teleinwigilacyjny" dotyczący poprawki Parlamentu Europejskiego numer 138/46 z dnia 5 maja tego roku , który po wyborach do PE został uchylony następną poprawką. Teraz nie trzeba zgody niezawisłego sądu by nałożyć sankcje. Może rządy unijne podobnie jak Polacy nie wierzą już w niezawisłość sądów :)))
Gość: mazur, host-212-68-252-138.brutele.be
2009/11/15 13:09:42
@ Conan:
Conanie, nie tędy droga;))) ...A tak na serio, to podziwiam upór, jednak nie zawsze prowadzi on do celu. To, że w Ministerstwie Kultury uzyskałeś dostęp do osoby, która bezpośrednio zajmuje się projektem, świadczy o tym, iż biuro prasowe nie do końca wie, co się dzieje w Min. Kultury dzieje. Nie zaskakuje mnie to w polskich warunkach, bo jest to skutek złej organizacji pracy, co w instytucjach związanych z działalnością polityczną jest częstym, jeśli nie powszechnym, zjawiskiem. Generalnie, w dobrze zorganizowanym urzędzie/ministerstwie/firmie nie powinieneś mieć szans na tego własne eskapady telefoniczne w takich sprawach, tzn. dotyczących merytorycznej pracy takich instytucji. Inną sprawą jest natomiast rzecz następująca: Co chcesz osiągnąć tego typu telefonami? Chcesz pogadać? Chcesz pokazać, że jesteś? Chcesz rzucić parę niecenzuralnych epitetów? A może chcesz ponarzekać na 'urzędasów' (skąd u Ciebie tyle negatywnych emocji do ludzi, którzy są często specjalistami wysokiej klasy?)? Pamiętaj, że każdy 'urzędas' wypełnia jedynie polecenia swojego pryncypała. To politycy decydują o kształtach projektów ustaw (patrz kasus pani Jakubowskiej, wiceminister kultury i szef gabinetu politycznego premiera: 'lub czasopisma'). Dlatego mam dla Ciebie inną propozycję....ale o tym napiszę później....teraz pędzę zmieniać pieluchy;)))
Gość: Conan, host-90-237-136-98.mobileonline.telia.com
2009/11/15 19:21:47
@ mazur
Na pewno chcę wkurzyć urzędników. To raz. Niech ciężko zapracują na swe pensje :) Wkurzają obywateli, to czemu my ich nie możemy podenerwować ? Trza na nich siedzieć. Trza, a nawet trzeba wywierać "pressing"- to ulubione słowo Kazimierza Węgrzyna. Mój jeden czy dwa telefony, list, czy maile niewiele zmienią. Ale gdy jest ich setki czy tysiące to sprawa wygląda inaczej. Tak jak w sprawie Rospudy- przegadałem wtedy chyba pareset złotych. Wiem od moich rozmówców, że takich telefonów dostali od groma. Mówiąc żartem uratowałem Rospudę- gdy w końcu zbluzgałem jakąś babkę z URM-u to następnego dnia Jarosław rzekł iż buldożery nie ruszą :) Właściwie użyłem samych przecinków. Ale mam jedną zasadę- wiedząc o tym co piszesz, że wykonują tylko polecenia z góry- używam liczby mnogiej, żeby urzędnik nie pomyślał że mam coś do niego personalnie :)) On ma potem powiedzieć swoim szefom że ludzie są cokolwiek wkur... W liczbie siła. W liczbie listów, telefonów, maili. Pytałem kiedyś redaktor Ryster czy będzie kiedyś w "Wielkiej Grze" Jack London i Władysław Łokietek. Usłyszałem że eksperci nie są zainteresowani w opracowaniu tych tematów. No i minęło parę latek i oba tematy się pojawiły. Takich zapytań jak moje było pewnie więcej. No i druga rzecz- ile razy można powtarzać te same tematy? Napoleon był pewnie ze trzy razy:) Andrzej Gwiazda mówił kiedyś w TVN24 bodajże, że koszt wyrażenia opinii przez obywatela to koszt ciastka. Miał na myśli to, że znaczek na list kosztuje tyle co ciastko. Chyba Nie jest Ci szkoda ciastka? Oczywiście można też konkretniej działać. Jeśli jakaś organizacja będzie zbierać 500 tysięcy podpisów w sprawie referendum lub inicjatywy obywatelskiej w sprawie przywrócenia tzw. "ustawy Wilczka" z 88 roku( a jest ona zgodna z prawem unijnym) , czy choćby tylko zniesienia licencji na import paliw, które wprowadził Glapiński w 92 r, w sprawie JOW, w sprawie zastąpienia podatku dochodowego podatkiem przychodowym( sam taki płaciłem) czy choćby nawet w sprawie 15% podatku liniowego- to daję słowo honoru że sam zbiorę minimum 10 tys podpisów. Minimum. Jak ktoś ma pomysł na taką inicjatywę to niech pisze na mój mail- izdebski8888@onet.eu Inna sprawa że konkretnie w referendum nie może obywatel nic zdziałać w kwestii podatków. Ale referendum to tylko jedna z dróg.
Gość: mazur, host-212-68-252-138.brutele.be
2009/11/16 00:22:41
@ Conan:
Nie rozumiem konfliktu urzędnicy-obywatele. Dziś jesteś studentem, jutro zdobywasz doświadczenie zawodowe w Urzędzie Miasta i Gminy, skąd pochodzisz ... jako urzędnik oczywiście. Dziś jesteś urzędnikiem, jutro zakładasz prywatną firmę prawniczą lub doradztwa podatkowego, bo marna pensja w administracji przestaje Ci wystarczać na życie. Dla mnie w/w konflikt jest kofliktem z okresu komunistycznego, gdzie administracją rządową i samorządową była komunistyczna nomenklatura. Wtedy byli MY i ONI. My wolni-zniewoleni ludzie i ONI, komunistyczna biurokracja rozdzielająca frukty między swoich i okruchy ze stołu CZERWONEGO PANA dla reszty, czyli dla NAS, często za łapówy. Przykładem godnym naśladowania jest, moim zdaniem, etos i pozycja społeczna urzędników z czasów II RP. Ale żeby zrozumieć, że administracja (i jej urzędnicy) są bardziej potrzebni państwu, niż wielu współczesnych polityków, trzeba trochę wyjść poza poziom informacji dostarczanych społeczeństwu III RP przez media w większości przemawiające językiem WYKSZTAŁCIUCHÓW. Trzeba dokonać zmian w polskim społeczeństwie, a nie konserwować jego obecny stan postkomunistycznej dezorientacji, w jakim utrzymuje go umiejętnie patia rządząca, bo zdezorientowani postkomunizmem wyborcy głosują dziwnym trafem właśnie na tę partię. @ Kataryna, Conan i inni: Mając na uwadze powyższy wpis Kataryny oraz moje własne zdanie na temat polskich mediów i polskich dziennikarzy - a komplementów ich większości nie rozdaję, bo nie ma za co - zwracam się do Was, po głębszej, wielomiesięcznej refleksji, z apelem: Zmieńmy oblicze mediów w Polsce! Stwórzmy NOWY, WŁASNY ośrodek komunikacji społecznej. Większość mediów III RP albo zależy w dużym stopniu od obcego kapitału, albo jest w rękach WYKSZTAŁCIUCHÓW, czasami w rękach byłych komuchów lub ich współpracowników. Ten swoisty prawie-monopol informacyjny należy rozbijać. Ostatnio miałem okazję przysłuchiwać się poważnej dyskusji znanych międzynarodowych dziennikarzy na temat mediów, blogów i internetu. Oto wniosek, jaki z tej dyskusji wyciągnąłem: Zwarci w grupę jesteśmy silni - działając jedynie na własny rachunek jesteśmy niegroźni, jesteśmy NOBODY. Załóżmy niezależną fundację medialną. Stwórzmy portal. Zacznijmy działać: Bywać na konferencjach prasowch i zadawać niewygodne, krytyczne pytania. W tej sprawie zwrócę się wkrótce listownie do Kataryny. @ Conan: Dzięki za maila. Zapisałem. Odwzwę się wkrótce.
Gość: mazur, host-212-68-252-138.brutele.be
2009/11/16 00:48:27
W uzupełnieniu do tekstu Kataryny i tekstu Ziemkiewicza:
Adam Zamoyski: II RP zaopiekowała się obywatelem. III RP nie
Gość: marek 9, public-gprs23766.centertel.pl
2009/11/16 12:20:03
Jest taki jeden moment, przyklad, bardzo symboliczny, ktory pokazuje stan naszego dziennikarstwa to przypadek Kwasniewskiego w Charkowie. ( zreszta juz raz o tym pisalem) Nalezaloby zrobic o tym film czy napisac reportaz. To taki polski odpowiednik dwunastu sprawiedliwych. Z Kwasniewskim razem w samolocie polecialo dwudziestu dziennikarzy. Którzy widzieli cale to zajscie. I tylko jedna dziennikarka, bodaze, BBC, opisala to zajscie. ( jedyna sprawiedliwa) Wszyscy inni, to znaczy dziewietnascie osób, robiło wszytko aby ta informacja nie dostala sie do opini publicznej. Byc moze, powod dla ktorego ci dziennikarze nie zamiescili tej informacji jest w kazdej sytuacji inny. Nacisk środowiska, czy wydawcy, strach przed utrata pracy, oportunizm. I taka jest nasza IV władza. Oczywiscie zawsze bedzie tak, ze dziennikarze beda mieli lewicowe czy prawicowe poglady. Nawet z trudem skrywane. To samo dotyczy tytułów prasowych czy stacji radiowych czy telewizyjnych. Ale czesto, prawda dziennikarska uzalezniona jest wprost od korzysci politycznych i materialnych. Pamietny był cytat z Rywina, ktory zapewniał Michnika,ze gdy zostanie szefem Polsatu, to gdy zajdzie potrzeba, to przypierdoli z trzeciego rzedu. Czyli prawie mafijna deklaracja. ( i to taka skrywana, utajniona, wlasnie z z trzeciego rzedu) Przypadek ITI. Stacji przychylnej PO. Moze czegos nie wiem, albo jestem negatywnie nastawiony, ale sprawa ze stadionem Legi, na budowe którego PO i SLD wyda conajmniej 400 mln zlotych, wydaje mi sie mega skandalem. Przypominam, że w odleglosci 10 kilometrow od stadionu Legii buduje sie Stadion Narodowy ( tez tylko pilkarski) Stadion Legii wybudowany za 400 mln zlotych ma miasto dzierżawic ITI, za 3 mln rocznie. Tak wiem. Może sie myle..? To samo dotyczy kortow tenisowych. I klub tenisowy i klub pilkarski poslugują sie znakiem LEGII. Ciekawy jestem czy ten znak towarowy został ITI sprzedany przez Zarzad Mienia Wojskowego. Bo przeciez przez lata, nawet w PL, zdobył renome i wychował mnóstwo dobrych sportowców.
Gość: Conan, host-90-237-206-149.mobileonline.telia.com
2009/11/16 15:08:02
@ mazur
Konflikt obywatele - urzędnicy jest tak naturalny ,że aż zdumiony jestem iż jest on dla Ciebie niezrozumiały. Masz pewnie inne spojrzenie bo sam byłeś urzędnikiem- OK. Punkt widzenia zależy od... itd. Nie wiem jednak czy czytałeś bardzo kompetentne artykuły Stefana Bratkowskiego o przerośniętej polskiej biurokracji. Mamy co najmniej 3-krotny (jeśli nie wyższy)wzrost liczby urzędników od 1989r. Bugaj przed wyborami 2005 roku mówił ,że ŻADNA partia nie mówi o likwidacji powiatów bo politycy mają gdzie upychać swoje rodziny i klientelę polityczną na posadkach. Teraz pewnie Bugaj by tego nie powtórzył, bo PiS-owi to też pasuje. Palikot rok temu na pięknym i uroczym Podlasiu wyraźnie mi powiedział, że nie ma obecnie w parlamencie WOLI POLITYCZNEJ do przeprowadzenia reformy administracji. Kiedyś bawiłem się ze znajomymi w państwo obywatelskie. Musiałem trochę poużerać się z urzędasami- im mniej on ma mocy decyzyjnej tym większy opór by coś przekazać wyżej, bo może się narazić.Moje doświadczenie z powiatami jest negatywne- nie dają one większego komfortu obywatelom w relacjach urzędnicy - obywatele i następuje często nałożenie kompetencji z gminą. To trochę jak policja i straż miejska- tych ostatnich bym pogonił w diabły, bo jak jest jakaś draka to chowają ogony pod siebie i mówią że nie są policją. WINNI są oczywiście nie tylko urzędnicy ale ci którzy ich co roku klonują w nadmiernych ilościach. Ale i urzędnicy ,których jest za dużo i są przez to kiepsko opłacani, olewają petentów albo nic nie wiedzą. W Wydziale Srodowiska w UMiG nic nie mogłem się dowiedzieć - młode siksy stosowały spychologię- zero kompetencji. Byle do 15. 00 i do domciu. Mieczysław Wilczek- jedyny chyba NAPRAWDE zaslużony polityk ostatniego 20-lecia stwierdził, że co trzeci urzędnik to drań a co trzeci to idiota. Oczywiście co trzeci jest też kompetentny- i takich też znam. Są to z reguły faceci (nie jestem seksistą :) po 50-tce , z siwymi włosami ,wyluzowani i podchodzący elastycznie i po ludzku do głupich, nieżyciowych przepisów, które starają się nagiąć do realiów. To nie problem jednak w charakterach ludzi ( a urzędnik wbrew pzorom to też czasem człowiek :) tego czy konkretny pan czy pani urzędniczka jest fajnym gościem lub gościówą czy nie, lecz ich umocowania w systemie, chorych przepisów, licencji , certyfikatów itd. Problem w narzędziach- a generalnie w BIUROKRATYCZNYM systemie. Liczyłem na Palikota i jego Komisję, że odbierze sporo kompetencji urzędnikom- cóż naiwnych nie sieją... Mówię urzędnikom ,że pogoniłbym ich na zieloną trawkę - tak z 66% lekko licząc. A za zaoszczędzone pieniądze podniósłbym jm pensje, żeby mogli brać wyższe łapówki :) Mieli by też więcej pracy i odpowiednio wynagrodzeni szanowaliby przede wszystkim samych siebie i ergo szanowaliby petentów. Niektórzy urzędnicy są też wkurzeni na to jak wygląda nasz kraj. Rozmawiałem z godzinę z sympatyczną skądinąd kobietą z Sanepidu i pytałem czemu w budkach z zapiekankami musi być akurat bieżąca woda- może być przecież w butlach.To pytanie zadałem pod kątem Euro 2012- aby zarobić trzeba będzie jak zwykle kombinować. Wygrają z sanepidem nieliczni. Powiedziała urzędniczka, że mam rację ale ktoś jak zwykle przesadził. To tak jak ze stacjami benzynowymi- mamy bardziej ekologiczne niż bogate kraje. No i za to też płacimy wyższymi cenami. Sympatyczna pani z wrocławskiego sanepidu, która świetnie zna moją Kotlinę Kłodzką, namawiała mnie bym nie sprzedawał działki przy trasie z Czech, tylko wykopał studnię. Powiedziałem jej z sarkastycznym uśmiechem ,że nie chcę mieć z nimi czyli z Sanepidem nic wspólnego. "Ja wykopię studnię a potem mi powiecie, że woda z rzeki przesiąka". Bo akurat płynie w pobliżu.Zabawne było to , że na nazwisko Palikot zareagowała alergicznie- "niech pan nie wymawia tego nazwiska przy mnie. Ciekawe co by powiedział, jakby mu się dziecko zatruło"". Jeszcze wtedy się wydawało, że pan Janusz pogoni Sanepidowi (Pali)-kota. W Wydziale Komunikacji ktoś nie dowiózł niedawno formularzy z Kłodzka do Bystrzycy. Ot Polska.
Gość: Conan, host-90-237-216-226.mobileonline.telia.com
2009/11/16 15:16:55
PS Jeszcze przed wsząpieniem do Unii był 3-krotny wzrost administracji.
Gość: Conan, host-90-237-216-226.mobileonline.telia.com
2009/11/16 15:24:16
PS kolejny
Czytałem o Polakach którzy zarobili na Zachodzie, wrócili tu by założyć firmę i ...uciekli. Odbili sią od biurokratycznej ściany. Nasze "wsząpienie" :) do Unii to jak wpadnięcie śliwki w kompot- zawsze mogą nasi politycy powiedzieć, że w Unii jest też ogromna, bezduszna i głupia- sądząc po owocach- administracja.
Gość: mazur, host-212-68-252-138.brutele.be
2009/11/16 23:36:39
@ marek 9:
Jeśli Prezydent gdzieś leci, to 'stawia' dziennikarzom lot i inne atrakcje. Jeśli zaś taki dobry gospodarz, który ponosi takie koszta, wyleje sobie za dużo za kołnierz, to przecież żaden dziennikarz o tym nie napisze, bo go nie zaproszą na kolejną eskapadę. Proste, prawda? Dlaczego Pani z BBC o tym napisała. Bo wiedziała, iż ma do wyboru: - albo robić to, co do obowiązków dziennikarza należy, czyli 'pisanie jak jest'. Gdyby tego nie zrobiła, jej pracodawca mógłby zapytać dlaczego? Brak logicznego wytłumaczenia mógłby skutkować utratą pracy, a BBC dobrze płaci. Warto ryzykować utratę pracy u tak dobrego pracodawcy? - albo wsadzić gębę w kubeł i liczyć na to, że się nie wyda. Ale gdyby się wydało, to patrz wyżej. Czy wycieczki 'za friko' dla dziennikarza BBC są tego warte? Nie. A dla pismaków z Polski, których nie stać na wczasy w Bułgarii??? Owszem. Tym bardziej, że pracodawca polskiego pismaka nie jest taki dociekliwy, jak BBC. @ Conan: To prawda, że nie ma woli politycznej, żeby dokonać reformy administracji, tak jak reformy w innych dziedzinach polityczno-społecznych. A jak napisałeś "Powiedziała urzędniczka, że mam rację ale ktoś jak zwykle przesadził." Kto przesadził??? A kto rządzi w Polsce??? Sanepid czy Sejm??? Palikot, czy Pani z Sanepidu??? Conan, wszyscy posłowie, nawet Ci którzy są ministrami, mają zazwyczaj biura poselskie. Jak chcesz wydawać kasę na telefony, to molestuj posłów i ich asystentów. Pani z Sanepidu robi to, co jej Palikot zapisał w ustawie, a minister Kopacz w rozporządzeniu. Chcesz być skuteczny??? Proszę bardzo, spróbuj ....i powodzenia!
Gość: Conan, host-90-237-144-152.mobileonline.telia.com
2009/11/17 00:23:29
@ mazur
Molestowanie asystentów a właściwie asystentek ma sens -ale tylko w tym dosłownym sensie :)) Ale za to niestety grozi paragraf. Gdy "molestowałem" telefonicznie parę tygodni temu młodą (i chyba ładną ?? sądząc po tembrze głosu- a rzadko mnie myli intuicja w tym względzie) asystentkę Janusza Palikota w sprawie znoszenia licencji, to jakbym mówił w próżnię- była czymś innym zainteresowana; jednym uchem wpuszczała a drugim wypuszczała. Ktoś w biurze w Lublinie wyraźnie panienkę dekoncentrował. No chyba że ma bardzo podzielną uwagę. Myślę jednak że chwilę po zakończeniu rozmowy już nie pamiętała o czym marudziłem. Ale chętnie bym ją zmolestował. A pani z sanepidu zawsze może powiedzieć swemu szefowi, żeby on z kolei powiedział tym z góry, żeby dali im ( czyli urzędnikom) inne narzędzia. Coby pani z sanepidu nie musiała codziennie robić z siebie idiotki i mówić-"a co ja mogę?" Mój wypad do sanepidu był na zasadzie- co słychać w obozie wroga? Czy jakieś przepisy uległy poluzowaniu. I badam nastawienie urzędników. Pani z sanepidu narzeka na konkretne przepisy ale GENERALNIE nie dałaby , gdyby to od niej zależało, uszczuplić za bardzo władzy swej instytucji. O tym świadczy jej śmieszna wstawka o Palikocie- zero tolerancji dla istotnego poluzowania przepisów. A przepisy dotyczące gastronomii mamy bardziej restrykcyjne niż na Wyspach Bryt.
Gość: mazur, host-212-68-252-138.brutele.be
2009/11/17 22:54:22
@ Conan:
Idziesz na łatwiznę....ja jednak apeluję do Twojej waleczności i zamiast molestować Sanepid sprawdź swoje siły w molestowaniu Niesiołowskich, Palikotów, Grasiów, Putrów, Gosiewskich, etc. Jak chcesz poczuć bluesa, to to jest właśnie to, czego szukasz. Pani z Sanepidu to żłobek. Asystenka Palikota...najwyżej pierwsza klasa. To samo pani z ministerstwa. A na Wyspach Brytyjskich panie i panowie, którzy liczą kasę swoimi 'palcyma' robią również tymi 'palcyma' kanapki. Sam pracowałem na Wyspach i wiem jakie panują warunki sanitarne w tamtejszych restauracjach: Połowę z nich można by zamknąć. To ja wolę jednak standardy SANEPIDu i nie przeszkadza mi, że każdy 'baranek', który chce otworzyć budkę z goframi musi ich przestrzegać. Generalnie wydaje mi się, że ludzie z klasą dbają o higieną swoją i swoich gości, jeśli otworzą restaurację. Jednak jestem realistą i nie wierzę w taki oto zbieg okoliczności, że knajpy otwierają tylko 'ludzie z klasą'. 'Baranki' w demokratycznym państwie też mają prawo otwierać restauracje, co chętnie robią. I dlatego wolę, żeby był SANEPID, niż żeby Palikot ułatwiał 'barankom' swoją komisją otwieranie byznesów. Zanim 'baranek' nauczy się podstawowych zasad higieny minie dobrych pare lat. To ja wolę od razu wysłać go na kurs (tzn. do szkoły), potem przeegzaminować przez SANEPID, a następnie kontrolować go tym SANEPIDEM, żeby nie myślał, że mu wszystko wolno. Ktoś mi powie, że jest to ograniczanie swobody gospodarczej...owszem, jest...ale przynajmniej mam gwarancję, że nikt mi brudnych od forsy łap do kanapki nie włoży. Coś za coś, prawda? Wolę żeby SANEPID pilnował poziomu i standardów, niż tzw. 'wolność gospodarcza'. 2010/06/22 11:58:36
Sam pracowałem na Wyspach i wiem jakie panują warunki sanitarne w tamtejszych restauracjach
|