|
Blog > Komentarze do wpisu
Kto wygrał "wojnę hazardową"?
Zbigniew Chlebowski: Ktoś
zagrał moją głową. (...) Dopłaty są jedynie zasłoną dymną. Rzecz idzie
o wideoloterie, one są właśnie największym zagrożeniem. W nowelizowanej
ustawie hazardowej prawdziwa gra toczyła się o organizację
wideoloterii. Totalizator Sportowy chciał takiego sformułowania
przepisów, które pozwalałoby na nieograniczony rozwój wideoloterii.
(...) Gdyby nowa ustawa hazardowa, ustawa o wideoloteriach weszła w
życie, to amerykańska firma, która obsługuje Totalizator, mogłaby
dostać nowy kontrakt opiewający na 2-3 mld zł. To za tym kontraktem
chodzą prawdziwi lobbyści. W każdym punkcie lotto można by postawić
maszynę hazardową. (...) Nie jest to wykluczone [że służby specjalne
też grały w tej grze]. Sprawa jest znacznie poważniejsza niż to, że
Chlebowski powiedział Sobiesiakowi, że coś mu załatwi i te nieszczęsne
dwa zdania. Skoro wrzucony mimochodem wątek Czorsztyna okazał się taki rozwojowy, może i w tej sprawie warto pójść tropem podpowiedzianym przez Chlebowskiego, bo chyba wie co mówi, a na pewno wie, po co to mówi. Wygląda to na kolejny mesydż do nielojalnych kolegów, którzy go wyrzucili z sań, bo to za ich sprawą spadła głowa Chlebowskiego, a oni nic nie robią żeby go ratować i ani chybi postanowili uczynić jedynym kozłem ofiarnym całej afery. Jeśli więc zapędzony do narożnika Chlebowski mówi, że od początku chodziło o wideoloterie, przyjrzyjmy się co się z nimi stało. Wideoloterie zostały wprowadzone do ustawy o grach losowych w 2003 roku, monopol na ich organizowanie miał Skarb Państwa. Do dzisiaj jednak nie zostały wprowadzone, choć podobno to wyjątkowo atrakcyjna i dochodowa gra. W 2007 roku Totalizator Sportowy zapowiedział gigantyczne inwestycje w wideoloterie, po tej wypowiedzi "Puls biznesu" wieszczył wojnę hazardową z branżą automatów o niskich wygranych. Puls biznesu: Przez 5 lat Totalizator chce uruchomić 50 tys. automatów do wideoloterii. Specjaliści mają wątpliwości. Dwa miesiące temu Jacek Kalida, prezes Totalizatora Sportowego (TS), ujawnił w "PB", że już w 2008 r. na uruchomienie w Polsce nowych gier: wideoloterii, wyda 200 mln EUR. Jak się okazuje, to tylko mała część wszystkich wydatków! (...) Przez pięć lat na sam sprzęt państwowy gigant chce wyłożyć aż 1,93 mld zł! Z tego 1,8 mld zł pójdzie na kupno automatów (wideoloterie to nic innego, jak działające już na rynku automaty, tyle że bardziej zaawansowane i połączone w sieć). Co roku Totalizator chce kupować po 10 tys. maszyn, by na koniec 2012 r. mieć ich aż 50 tys. Tymczasem kilkadziesiąt prywatnych operatorów automatów o niskich wygranych (AoNW), rozwijających się bardzo dynamicznie od kilku lat (wideoloterie będą dla nich bezpośrednią konkurencją), ma łącznie niewiele ponad 20 tys. maszyn. (...) Dziś wideoloterie objęte są 45-procentowym podatkiem od gier (POG) i, zdaniem prezesa Kalidy i jego poprzednika, pochodzącego z nadania SLD Mirosława Roguskiego, ich uruchomienie jest nieopłacalne. (...) Tyle że chęci mogą nie wystarczyć. - W większości obecnych kolektur TS automatów nie da się wstawić. Wideoloterie trzeba połączyć z inną rozrywką i alkoholem. Dobre lokalizacje to puby czy bary przy stacjach benzynowych. Tyle że te są już w dużym stopniu zajęte przez operatorów AoNW. I oni będą bronić tych miejsc, choćby utrudniając właścicielom lokali wypowiadanie umów - mówi jeden z naszych rozmówców. Szykuje się więc prawdziwa hazardowa wojna. W swoich ambitnych planach Totalizator miał w zasadzie tylko dwa problemy - miejscówki i podatki. Większość atrakcyjnych lokali, gdzie opłacałoby się wstawić wideoloterie jest obecnie zajęta przez automaty o niskich wygranych. Drugim problemem były podatki, właściciele automatów o niskich wygranych płacą tylko 180 euro od sztuki, a wideoloterie miałyby płacić 45% podatek plus 10% dopłatę. Według firmy Central European Consulting lobbującej w imieniu ostrzącego sobie zęby na wideoloterie GTechu, to właśnie dopłaty były powodem, dla których wideoloterie do tej pory nie były urządzane. Zniesienie dopłat było też jedynym postulatem zgłaszanym w trakcie konsultacji społecznych przez lobbystów GTechu. Central European Consulting: W Polsce wideoloterie nie zostały wdrożone ze względu na sposób opodatkowania tego typu gier. Ustawa o grach i zakładach wzajemnych ustala podatek na: 10% kwoty która została wpłacona do terminala (tzw. bezzwrotna dopłata) + 45% podatku od dochodu. Oznacza to, przede wszystkim, że do gry wchodzi jedynie 90% pieniędzy wydanych przez grających, a 10% trafia od razu do Skarbu Państwa. W przypadku gier nieobjętych monopolem państwowym nie ma owego 10-procentowego podatku (tzw. dopłaty). (...) Postulujemy usunięcie z polskiego systemu prawnego instytucji dopłat. Jest to niespotykany w innych dziedzinach i wyjątkowy w świecie rodzaj opodatkowania stanowiący główną przeszkodę we wprowadzeniu i rozwoju wideoloterii. Przeskoczmy zatem przez cały blisko dwuletni proces legislacyjny, właśnie zakończony spektakularnym sukcesem, i zobaczmy jaka będzie sytuacja prawna i faktyczna po wejściu w życie nowej ustawy hazardowej, w interesujących nas wątkach wideoloterii, "Ryśków" i automatów o niskich wygranych. Pamiętając, że "Ryśki" i automaty o niskich wygranych to różne nisze tej samej branży. Sobiesiak ma kasyna i salony gry (objęte ścisłymi limitami lokalizacyjnymi, jedno kasyno na 250 tysięcy mieszkańców, jeden salon na 100 tysięcy mieszkańców), to nie to samo co punkty gry na automatach o niskich wygranych, stojące wszędzie, w maksymalnych grupkach po trzy automaty (na nie ma limitów lokalizacyjnych). Co z nimi będzie po wejściu w życie nowej ustawy? Automaty o niskich wygranych, czyli bezpośrednia konkurencja wideoloterii, zajmująca co lepsze lokalizacje, obecna wszędzie, i opodatkowana śmiesznie niskim ryczałtowym podatkiem zniknie na zawsze z knajp, stacji benzynowych, dworców. Na takich automatach będzie można grać już tylko w kasynach. To bardzo dobra wiadomość nie tylko dla wideoloterii, ale także dla właścicieli kasyn, którzy przejmą przynajmniej część klientów punktów gier na automatach o niskich wygranych. Kasyna i salony gry, czyli biznesy "Ryśków", nadal będą objęte limitami lokalizacyjnymi ale jeszcze połowa miejsc na kasyna jest do wzięcia, więc pewnie część właścicieli salonów gier otworzy kasyna tam gdzie jeszcze można. Salony gry mają w ciągu sześciu lat zniknąć, ale na pocieszenie, przez te sześć lat posiadaczom najnowszych zezwoleń będzie stopniowo ubywać konkurencji, a pod koniec sześcioletniego okresu będą prawie monopolistami. Do tego ustawa podnosi górny limit automatów w kasynach z 30 do 70. Nawet jeśli więc przez kolejne sześć lat nic tej ustawy nie ruszy i za sześć lat przyjdzie się zwijać, przez ten czas będzie można w lepszych, bo mniej konkurencyjnych warunkach zarobić tyle, że naprawdę nie będzie tak strasznie. Chyba już wspominałam, że Kosek i Sobiesiak mają zezwolenia na 6 lat? No i nie będzie dopłat. Wideoloterie, czyli największa zagadka. Będę się upierać, że ustawa wcale nie zakazuje wideoloterii, bo teraz będą się one mieścić w definicji automatów. Mimo pytań, zadawanych nawet z trybuny sejmowej, nikt nie potrafi wskazać gdzie konkretnie jest zapis na podstawie którego będzie można zakazać wideoloterii. Pytana o to przez Wprost rzeczniczka Ministerstwa Finansów Małgorzata Kobos, a także indagowany przez posłów Jacek Kapica, oraz prezes Rządowego Centrum Legislacji Maciej Berek jakoś mnie nie przekonali. Małgorzata Kobos: Terminale w przypadku wideoloterii są w sieci, gdzie serwer określa wynik na wszystkich podłączonych terminalach. Automaty do gry same generują wynik. Jacek Kapica: (na pytanie posła Jackiewicza czy wideoloteria nie będzie się mieścić w definicji automatów) Wideoloteria ma to do siebie, i tak wygląda, że jest urządzana w skali ogólnopolskiej, gdzie losowania są prowadzone jakby on-line, a bilansuje się wszystkie wpłaty realizowane do tej wideoloterii. Czyli mamy efekt skali, zarówno skali geograficznej urządzania wideoloterii, jak i efekt skali finansowej poprzez masowe uczestniczenie szerokiej rzeszy ludzi w tym samym czasie. Jacek Kapica: (na pytanie posła Iwińskiego gdzie w ustawie jest zakaz wideoloterii): Art. 3 przedkładanej ustawy jasno stwierdza, że gry mogą być urządzane tylko i wyłącznie na zasadach określonych w ustawie. Ta ustawa nie odnosi się do wideoloterii, i pan poseł Iwiński się przejęzyczył chyba słusznie, bo nie można wpisywać do ustawy zakazu zakazów, nie można zakazać czegoś co nie jest określone jako dopuszczone do organizowania. Maciej Berek: (na ponowione pytanie posła Iwińskiego po niejasnej odpowiedzi Kapicy): Jeżeli art. 3 w ustawie jest sformułowany w taki sposób, że dozwolone jest to, co uregulowano, to gdybyśmy do tej ustawy dopisali, że zakazane są wideoloterie, to znaczy, że zakazane nie byłoby nic poza wideoloteriami, które wskazano by wprost. Zakazane jest wszystko co nie jest uregulowane i wskazane literalnie w tej ustawie. Taka jest konstrukcja tego projektu i obowiązującej ustawy. Gry hazardowe, dziś nazywane grami losowymi, są dopuszczone wyłącznie w takiej formie, w jakiej ustawa je reguluje, w żadnej innej. Skoro nie ma w projekcie ustawy rozpatrywanej przez Sejm wideoloterii, to znaczy, i to dla prawnika jest jednoznaczne, że ona jest niedopuszczalna. Co jedna wypowiedź to bardziej mętna. Niestety, ustawa będzie obowiązywać w takiej formie, w jakiej zostanie opublikowana w Dzienniku Ustaw, bez ręcznych dopisków Kobos, Kapicy czy Berka. A napisana jest tak, że bardzo trudno będzie znaleźć prawny argument za tym, że wideoloterie nie mieszczą się w bardzo pojemnej definicji automatów. Moim zdaniem żadne z tych argumentów się nie bronią, a ich mętność tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nawet autorzy ustawy nie umieją w niej znaleźć tego tak podobno ważnego zakazu. Ale po kolei. Kobos mówi, że różnica polega na tym, że automaty same generują wynik, a terminale wideoloterii nie. Tylko jakoś w definicji automatów nic takiego nie ma, a ustawa nie będzie się opierać na tym jak rozumie różnicę między wideoloterią a automatem rzeczniczka Ministerstwa Finansów, i co sobie do definicji automatów dopowiedziała, tylko na precyzyjnie sformułowanych ustawowych definicjach. A te nie wymagają od automatów aby same generowały wynik. Nie zabraniają też łączenia się w sieć, co zresztą już się dzieje. Casinos Poland w swoich kasynach w różnych miastach ma Mega Jackpot, gdzie automaty są połączone w sieć ze sobą i mają wspólną pulę, której ostatnia wypłata wyniosła blisko milion zł. To z kolei obala argument Kapicy o efekcie skali finansowej, i geograficznej. Casinos Poland: Dzięki połączeniu automatów znajdujących się w siedmiu ośrodkach gry na terenie Polski w jedną sieć, gra na automatach staje się jeszcze bardziej emocjonująca dla polskich graczy. System gry ze wspólną wygraną polega na odkładaniu do wspólnej puli części kwoty od każdego zakładu na automatach połączonych w sieć. Każdy z grających na automatach połączonych w sieć Mega Jackpot może obserwować, jak w trakcie gry rośnie główna nagroda (tzw. progressive jackpot). W momencie trafienia głównej wygranej system rozpoczyna naliczanie od nowa. W systemie oferowanym przez Casinos Poland kwota do wygrania będzie kumulowana jednocześnie w 7 kasynach! Argument Berka też się nie broni. Brak osobnej definicji wideoloterii w katalogu gier dopuszczonych ma być dowodem na to, że wideoloteria dopuszczona nie jest. Tyle, że w katalogu gier brak też definicji gier na automatach o niskich wygranych, a do tej pory była, czy to znaczy, że nowa ustawa zakazuje też automatów o niskich wygranych? Oczywiście, że nie, po prostu po zrównaniu ich pod względem fiskalnym i prawnym z automatami o wysokich wygranych, zniknęła potrzeba utrzymywania osobnej definicji ustawowej, bo po pozbawieniu ich przywilejów mogą być wrzucone do dotychczasowej definicji gier na automatach jako takich. Moim zdaniem tak samo jest z wideoloteriami. Po zniesieniu monopolu państwa na urządzanie wideoloterii zniknęła jedyna przyczyna dla utrzymywania osobnej definicji tego specyficznego automatu i teraz wideoloterie, tak jak automaty o niskich wygranych, mieszczą się w jednej wspólnej definicji gier na automatach. Jeśli Kobos, Kapica i Berek uważają, że jest inaczej, dlaczego nie potrafią wskazać, którego konkretnie fragmentu definicji gier na automatach wideoloterie nie spełniają? Bo jeśli przy braku wyraźnego zakazu urządzania wideoloterii, zakaz ten mamy wywodzić z braku wideoloterii na liście gier dopuszczonych, chciałabym wiedzieć co z tego co wiemy o automatach do wideoloterii nie pasuje do tej ustawowej definicji: Ustawowa definicja gry na automatach: Grami na automatach są gry na urządzeniach mechanicznych, elektromechanicznych lub elektronicznych, w tym komputerowych, o wygrane pieniężne lub rzeczowe, w których gra zawiera element losowości. Tylko proszę mi nie tłumaczyć różnic, bo ja je znam, chcę wiedzieć gdzie w tej definicji, albo w innym miejscu w ustawie jest coś, na czym będzie się mógł oprzeć udzielający zezwoleń Minister Finansów. Ciekawe, że zakaz gry w pokera między graczami jakoś można było do ustawy wpisać (podobnie jak szereg innych zakazów), a zakazu urządzania gier na wideoloteriach już nie, choć przecież taki ważny. Bez względu na to czy ustawa delegalizuje wideoloterie czy nie, na pewno znosi monopol państwa, likwiduje dopłaty, i usuwa najgroźniejszą konkurencję. W trakcie prac nad ustawą hazardową Jan Kosek postulował "wykreślenie z ustawy o grach losowych i zakładach wzajemnych odrębnej definicji wideoloterii, jako gry identycznej z oferowanymi obecnie grami na automatach". Załatwione. Lobbyści pracujący dla GTechu, postulowali natomiast likwidację dopłat. Też załatwione. A "Puls biznesu" zwracał uwagę, że utrudnieniem dla startu wideoloterii jest fakt, że najlepsze lokalizacje są już zajęte przez automaty o niskich wygranych. I to już z głowy. A za jakiś czas jakiś biznesmen, któremu Minister Finansów odmówi zgody na wideoloterie, wygra w sądzie administracyjnym, który orzeknie, że w tak zapisanej definicji gier na automatach mieszczą się także gry na automatach potocznie zwanych wideoloteriami i nakaże traktowanie ich tak jak wszystkich innych automatów. Albo premier nam wytłumaczy, że w związku z ambitnymi planami zorganizowania Igrzysk Olimpijskich i koniecznością pozyskania na ten cel nowych środków, musimy się jednak otworzyć na nowe rodzaje gier. Zresztą co ja się będę wysilać, od wymyślania kolejnych narracji premier ma lepszych fachowców. (dokończenie w kolejnej notce) niedziela, 22 listopada 2009, kataryna.kataryna
TrackBack
Komentarze
Gość: obserwator, bas1-toronto10-1279555630.dsl.bell.ca
2009/11/23 11:27:53
A w mediach mainstream cicho sza o tych sprawach.
O sprawie Czorsztyna i cieciiowaniu Grasia nic nie ma Tylko we Wprost u Mazurka i Zaleskiego cos wspomna o Grasiu
Gość: serwisant.gł., 213.77.117.9*
2009/11/23 22:38:25
Do Toronto.
O Grasiu poczytaj na str.www.skarbowcy.pl . Najnowsze artykuły: Fiskus wchodzi do Grasia, Urząd wziął się do roboty.
Gość: inspoektor, gav178.internetdsl.tpnet.pl
2009/11/24 12:12:25
brawo :) w końcu skonsumowałaś tą zagadkę. wideoloterie to jeszcze większa kasa dla ich właścicieli.
a tak przy okazji: strasznie mi smutno, że polityka nie ma już nic wspólnego ze zwykłymi ludzkimi problemami. stała się abstrakcyjna i tajemnicza. politycy nic nie mówią, nikt nic nie rozumie, trzeba się wszystkiego domyślać, dopatrywać, wczytywać, łączyć i kalkulować :( a jeszcze gorsze jest to, że jak się już coś zacznie rozumieć, tworzy się szerszy obraz całości, to człowiek ma już dość tego powyżej dziurki między pośladkami :| pozdrawiam
Gość: wujo, aaqd163.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/12/03 16:17:59
Moi Drodzy. Sprawa z Totalizatorem i lobbowaniem na jego rzecz jest prosta. Jak Szanowna kataryna zauważyła i wkleiła:
"Dwa miesiące temu Jacek Kalida, prezes Totalizatora Sportowego (TS), ujawnił w "PB", że już w 2008 r. na uruchomienie w Polsce nowych gier: wideoloterii, wyda 200 mln EUR. Jak się okazuje, to tylko mała część wszystkich wydatków! (...) Przez pięć lat na sam sprzęt państwowy gigant chce wyłożyć aż 1,93 mld zł! Z tego 1,8 mld zł pójdzie na kupno automatów (wideoloterie to nic innego, jak działające już na rynku automaty, tyle że bardziej zaawansowane i połączone w sieć)." Kto jest dostawcą maszyn do wideoloterii? G-TECH Kto na tym zarobi? G-TECH Gdy zmienił się Zarząd TS i prezesem został p. Dudziński - nie zmieniło się NIC!!! (w kwestii G-TECH rzecz jasna). A mogli zmienić wszystko. Bo tak: Totalizator Sportowy mógł WŁASNYM sumptem stworzyć program komputerowy, system obsługi lottomatów, zlecić produkcję lottomatów, A TAKŻE kupić kilkaset telewizorów LCD lub monitorów i SAMEMU mieć całą sieć bez pośredników. Niestety w takim przypadku nie można otrzymać korzyści jakiejkolwiek. Zostaje lich premia i urwanie głowy... |
Wideoloterie nie ruszają bo nie są konkurencyjne wobec AONW.
Po co więc w wątku aspekt umów najmu w najlepszych miejscach i właścicieli, którzy nie mogą wypowiedzieć umów najmu (dzierzawy)?