pozytywka@gmail.com
Blog > Komentarze do wpisu
Afera, której nie było

Ireneusz Krzemiński: Nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że mamy do czynienia ze starannie przygotowaną akcją polityczną, wymierzoną w rząd oraz osobiście premiera Tuska, a także w drażniący opozycję pozytywny obraz Platformy. (...) W przypadku tego, co media ochrzciły "aferą hazardową" właściwie nie mamy do czynienia z żadną aferą. (...) Żądania atakujących PO komentatorów, dziennikarzy i polityków, zmierzały w kierunku natychmiastowego "wyświetlenia" afery, chociaż można się domyślać, że wiele do wyjaśniania już nie ma.

Zazdroszczę Krzemińskiemu, który już wszystko wie, wszystko zrozumiał i o nic pytać nie czuje potrzeby. Ja niestety, im bardziej się tej aferze przyglądam, tym bardziej jestem przerażona. Ale może to wszystko jest tylko zbiegiem dziwnych okoliczności, zupełnie przypadkowo układających się w dość logiczny scenariusz. Kto czytał moje poprzednie wpisy, wie jaką mam hipotezę, ale chciałabym ją jeszcze powałkować. Za liczne acz nieuniknione powtórzenia z góry przepraszam, ale im częściej czytam, że właściwie afery nie ma, tym bardziej mam potrzebę o niej pisać, bo jest to jedna z grubszych afer III RP.

Rok 2007

Marzec

Totalizator Sportowy planuje rewolucję - wprowadzenie wideoloterii. Branża hazardowa nie ma wątpliwości, że nowe gry poważnie zagrożą "jednorękim bandytom". Komentarze brzmią alarmistycznie: "Wideoloterie wstrząsną rynkiem". Ówczesny prezes Totalizatora zapowiadał w wywiadach ostrą walkę.

Jacek Kalida: Jesteśmy na nią [drastyczną wojnę z branżą  "jednorękich bandytów"] przygotowani. Przewidujemy, że w pierwszym roku możemy zainwestować w wideoloterie nawet 200 mln EUR! Mamy też świadomość, że nadepniemy na odcisk nie tylko legalnym uczestnikom rynku, ale też tym z szarej strefy. Np. w Szwecji, kraju z niską przecież przestępczością, szara strefa broniła się przed wideoloteriami, stosując szantaż, groźby, a nawet bardziej drastyczne formy nacisku. Zapewniam, że determinacji ani nam, ani naszemu właścicielowi nie zabraknie.

Rok 2008

Kwiecień - wrzesień

Wiceminister Finansów Jacek Kapica przygotowuje ustawę, która mocno uderzy w branżę hazardową, nie tylko dlatego, że nałoży na nią dodatkowe obciążenia finansowe (dopłaty do gier), ale także dlatego, że da większe możliwości kontroli hazardowego biznesu, bo choć oficjalnie jest on bardzo mało rentowny, "na lewo" przynosi gigantyczne zyski, służy też grupom przestępczym do prania pieniędzy. Walka kończy się w połowie września.

16 września

Jacek Kapica informuje hazardowych lobbystów, że zgłaszane przez nich w trakcie prac nad ustawą uwagi dotyczące kluczowych dla nich zapisów nie zostaną uwzględnione.

Pismo Jacka Kapicy do lobbystów z 16 września

18 września

Komitet Rady Ministrów przyjmuje projekt ustawy i kieruje go do dalszej obróbki legislacyjnej, ale najważniejsze (a dla branży hazardowej zabójcze) rozwiązania zostały przyjęte, to co zostaje to właściwie kosmetyka, w rodzaju rozszerzenia uzasadnienia i innych drobiazgów. Projekt jako taki jest klepnięty.

Pismo Jacka Kapicy do Sekretarza RM z 18 września

29 września

Schetyna odbywa z Sobiesiakiem rozmowę, o której potem bardzo nie chciał pamiętać, zmyślając, że właściwie tylko minął się z nim w drzwiach biura poselskiego. Rzeczniczka MSWiA pisze co prawda w oświadczeniu, że "specjalnego, osobnego spotkania z pewnością nie było" ale trudno uwierzyć, że Sobiesiak "przechodził z tragarzami" koło lotniska, na którym był Schetyna. Wygląda na to, że pogonił za nim z jakąś ważną sprawą.

Sobiesiak do Koska:
Słuchaj, bo idę do tego ważniejszego u nas, wiesz. Kur..., jak mam z nim rozmawiać, co mam zakomunikować mu? Że to są pisiory-czy co? Ten, ten, ten się nazywa Kawalec, tak? (...) Dobra. I teraz ty powiedz mi, ta ustawa mówisz przeszła, tak? (...) Co mam mu w dwóch słowach powiedzieć takiego co ten, ten co... Bo ma mi Sławek przygotować, ten chudy, ma mi przygotować takie wyliczanki, co oni tam wyrabiają z tą ustawą, że ona jest kompletnie pierdol... i nie tędy idą. (...) No to jeszcze na pewno nie ma. No, no to dobra, no to ja kur... po prostu... Po prostu mu powiem kur... w oczy i tyle. Niech zapier...

Sobiesiak do Chlebowskiego: Cześć. Słuchaj, wchodzę teraz do Grześka. Czy kur... mam go coś poprosić, żeby jeszcze tam coś nacisnął on? Czy jak ty uważasz?

Sobiesiak do Kalinowskiego: Teraz mi powiedział Grzesiu: "Ty jesteś kutas", mówi. "Zawsze na ostatnią chwilę".

3 października

Niekorzystny dla branży hazardowej projekt zostaje zatwierdzony i do dzisiaj figuruje w Biuletynie Informacji Publicznej z adnotacją "Stan prac: projekt aktualny. Czeka na  wyznaczenie terminu posiedzenia komisji prawniczej", choć w marcu został zmieniony i chyba aktualny projekt nosi datę 31 marca 2009. Ale tego po wystąpieniu ministra Boniego nie wiemy na pewno bo podobno cichaczem pisze się całkiem nowa ustawa.

Pismo do Rządowego Centrum Legislacji z 7 października

Sylwester 2008

Zbigniew Chlebowski bawi w Zieleńcu, w hotelu będącym własnością Ryszarda Sobiesiaka i jego córki Magdaleny. Miejsce musi być urocze bo urlop później spędza tam także Marcin Rosół z rodziną.

Rok 2009

Marzec

Ryszard Sobiesiak: Musimy Zbyszkowi wytłumaczyć, żeby to puścił dalej, że to jest dla nas kaplica (...) Kapicę mieli wypier...(...) Mirek spotyka się za chwilę z Grześkiem, dogadają się (...) Albo oni ze mną w ch...grają, albo nie wiem, bo przecież żeśmy się na coś umówili.

Maj

Dwaj członkowie zarządu Totalizatora - Dudziński i Gosek - zgłaszają do ustawy propozycje, które zbulwersowały branżę hazardową. Proponowane rozwiązania zapewniłyby Totalizatorowi dominującą pozycję i poważnie osłabiłyby konkurencję, czyli hazardziarzy od "jednorękich bandytów". Na dodatek wraca pomysł wideoloterii, całkiem nowej i potencjalnie atrakcyjnej gry, na którą monopol będzie miał Totalizator, będzie ona konkurować bezpośrednio z automatami. Dla branży hazardowej to śmiertelne zagrożenie, zwłaszcza jeśli nowa ustawa ograniczy możliwości oszukiwania, które jest w tym segmencie nagminne.

26 czerwca

Marcin Rosół, szef Gabinetu Politycznego Mirosława Drzewieckiego, a wcześniej asystent samego Schetyny, podsyła CV Magdaleny Sobiesiak wiceministrowi skarbu państwa. "Przesyłam CV osoby rekomendowanej przez MSiT do zarządu Totalizatora, napisz mi proszę w jakim terminie może nastąpić wybór". Gdy Rosół zgłasza Sobiesiakównę do konkursu, stanowisko, które ta ma zająć ciągle jeszcze pełni jeden ze współautorów wspomnianego wcześniej listu, Piotr Gosek, a konkurs na stołek po nim nie został ogłoszony.

30 czerwca

Minister Skarbu wykonujący uprawnienia Zgromadzenia Wspólników Totalizatora, powołuje dwóch nowych członków Rady Nadzorczej, jedną z nich jest Monika Rolnik, dyrektorka z Ministerstwa Sportu, znana także jako "dziewczyna od Drzewka". Minister odwołuje też z zarządu Piotra Goska, choć być może to jakieś przejęzyczenie w oficjalnym komunikacie Ministerstwa Skarbu, bo zgodnie z par. 18 umowy spółki, Zgromadzenie Wspólników może tylko zawiesić w czynnościach członka zarządu. Powody zmian w organach Ministerstwo przedstawia bardzo ogólnikowo: "usprawnienie działania ww. organów oraz polepszenie współpracy pomiędzy organami Spółki".

Komunikat Ministerstwa Finansów ws. zmian w spółce
Umowa spółki Totalizator Sportowy

21 lipca

Rada Nadzorcza Totalizatora wszczyna postępowanie kwalifikacyjne na członka zarządu. W konkursie wystartuje, o czym wiadomo już od miesiąca, Magdalena Sobiesiak.  Magdalena Sobiesiak ostatecznie wycofa się z konkursu, który będzie przebiegał następuąco. Z 11 kandydatów po ocenie formalnej zostanie 6, w tym Magdalena Sobiesiak. 19 sierpnia wszyscy kandydaci zostaną zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną, której przebieg ustali Rada Nadzorcza na posiedzeniu 18 sierpnia, na 8 dni przed samą rozmową. Przed przesłuchaniami Nadzorcza ustali listę 7 pytań, wszyscy kandydaci dostaną dokładnie te same pytania. Każdy z pięciu członków Rady Nadzorczej będzie oceniał kandydatów "wypełniając indywidualne karty ocen przygotowane dla każdego z kandydatów". Sądząc po tym, że procedura skończy się tajnym głosowaniem, w którym Rada Nadzorcza wybierze zwycięzcę (w tym przypadku stosunkiem głosów 3-1-1, nie będzie automatycznego zliczania punktów przyznanych przez każdego oceniającego, a arkusze ocen będą miały raczej funkcję pomocniczą.

Sprawdziłam dokumentację konkursu i jego przebieg podaję za protokołem, a opisuję tak obszernie, żeby każdy mógł sobie wyrobić zdanie na temat szans kandydatki, która miałaby w komisji sprzyjającą jej osobę. "Swój" człowiek w komisji może wesprzeć kandydata na różne sposoby - uprzedzając go jakie będą pytania (a jak ma siłę przebicia może nawet na listę 7 pytań wpisać pytanie przygotowane przez samego kandydata), zaniżając punktację konkurencji, zawyżając punktację faworyta, lobbując za nim w rozmowach z resztą komisji, a na koniec jeszcze oddając na niego głos w tajnym głosowaniu. Przy takiej procedurze, gdyby "dziewczyna  od Drzewka"  zechciała współpracować, Magdalena Sobiesiak raczej miałaby wygraną w kieszeni.

Zarząd Totalizatora jest trzyosobowy (w tym jeden reprezentant załogi), Sobiesiak odpowiadałaby za sprzedaż i marketing, czyli za to co najważniejsze dla jej taty i kolegów z branży. Mając swojego człowieka w zarządzie Totalizatora, branża hazardowa pozbyłaby się groźnego konkurenta, nie musiałaby go nawet wypychać z niszy, w której chce dominować, bo mogłaby sprawić aby decyzjami Sobiesiakówny sam się z niej wycofał. Albo w nią nawet nie wchodził. Pewnie więc szybko okazałoby się, że te wideoloterie to fatalny pomysł i Totalizator z niego rezygnuje, na pewno też nie zgłaszałby już idiotycznych uwag do projektu ustawy o grach. Sprawa córki Sobiesiaka to nie było szukanie ciepłej posadki ale wsadzanie konia trojańskiego do państwowej firmy. A sądząc po tym ile osób i jak intensywnie się w to zaangażowało, branża bardzo na konia liczyła.

30 lipca

Na spotkaniu z ministrem Bonim i wiceminister finansów Suchocką-Roguską, Donald Tusk poleca pisanie nowych założeń do ustawy o grach. Jest to decyzja widmo, pojawiła się dopiero - i wyłącznie - w sejmowym wystąpieniu Boniego. Zrozumienie znaczenia tej daty przybliżyłoby nas do zrozumienia roli  (być może mimowolnej) Donalda Tuska w całej sprawie. Ważne jest bowiem nie tylko to, że Tusk - jeśli faktycznie wydał takie polecenie - wyrzucił do kosza niewygodną dla hazardziarzy ustawę i efekt ponad rocznych prac, ale przede wszystkim zrobił to chyba za plecami Jacka Kapicy, który nie uczestniczył w tym spotkaniu i jeszcze 26 sierpnia był przekonany, że projekt nad którym ponad rok pracuje jest nadal aktualny. W notatce z tego spotkania, pisanej przez Kapicę dopiero w połowie września, nie ma nic co wskazywałoby, że spotkanie dotyczyło projektu dawno już zarzuconego. Nie trafiłam na żaden ślad po lipcowej decyzji Donalda Tuska, inny niż notatka Cichockiego (bez potwierdzenia w notatce Kapicy) i wystąpienie Boniego (bez potwierdzenia w czymkolwiek). Nawet jednak tu występuje kilkutygodniowa rozbieżność w dacie wydania polecenia. Mam wrażenie, że na przełomie lipca i sierpnia Tusk utracił zaufanie do Kapicy i odebrał mu ustawę, Kapica chyba nawet nie wiedział co się z nią dalej dzieje. Ten okres i przełomowa data 30 lipca to największa zagadka tej afery, Tusk poddał Kapicę akurat wtedy gdy Kapica się z lobbystami uporał. Całkiem bez sensu.

Październik

Niekorzystna dla hazardziarzy ustawa o grach jest w koszu i nie ma żadnej szansy, żeby weszła w życie w przyszłym roku. Trwają prace nad założeniami nowej ustawy, których zarys sformułował prawdopodobnie sam premier. Nie jest natomiast jasne czy i jaki udział w dalszych pracach przewidziano dla Jacka Kapicy, wygląda na to, że przynajmniej na początku został pominięty, a gdy potem został dokooptowany, to w tak dyskretny sposób, że do połowy września się nie zorientował.

Nie ma wielu scenariuszy, które można tu sklecić. Cel, interesariusz, ich cele i działania, świadomi lub mimowolni wspólnicy - to wszystko jest już w miarę czytelne. Zagadką pozostaje natomiast rola samego Tuska, który jedną nieformalną decyzją zrobił to co się przez ponad rok nie udało lobbystom i ich cichym pomagierom. Z czyjej inspiracji i do jakiego stopnia świadomie wyrzucił do kosza ustawę i zmarginalizował udział Kapicy w pracy nad założeniami kolejnej, a tym samym zrealizował dwa najpilniejsze postulaty hazardziarzy?



wtorek, 13 października 2009, kataryna.kataryna

Polecane wpisy

  • Drzewiecki i notatka-widmo

    Wiem, że afera hazardowa już nikogo nie interesuje ale ja uważam ją za wyjątkową okazję do zajrzenia za kulisy wielkiej polityki, więc wybaczcie, że jeszcze będ

  • Czy CBA inwigiluje śledzących aferę hazardową?

    Polska: Prokuratura Warszawa-Praga bada, czy wiceprzewodniczący komisji hazardowej Bartosz Arłukowicz stoi za przeciekiem zeznań Ryszarda Sobiesiaka - podało R

  • Kiedy jest "środek dnia"?

    Pytanie dziwne ale ważne. 10 września 2009 roku właśnie "w środku dnia" Donald Tusk spotkał się z Jackiem Cichockim. Z tego, że nie można dokładnie us

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: zarafiq, 89.100.51.*
2009/10/13 23:48:56
Dziękuję Pani za pracę jaką Pani wkłada w tego bloga. Miejmy nadzieję, że kropla drąży skałę. Pozdrawiam serdecznie.
-
Gość: ascofer, *.home.cgocable.net
2009/10/14 02:44:34
Czy ci ludzie ktorzy z tak wielka pasja bronia tezy jakoby zadnej afery nie bylo (dziennikarze i politycy ) sa glupi , zastraszeni czy po prostu maja w du... nasze wspolne dobro , a kazde ich dzialanie nakierowane jest na prywate ?
Czy nasze spoleczenstwo jest az tak naiwne , ze jeszcze raz uwierzy w klamstwa w zywe oczy ? Obawiam sie ze tak...
pozdrawiam
-
2009/10/14 03:40:46
Powiem tak: to mnie naprawdę przeraża, że wszystkie puzzle znajdują swoje logiczne i jak najbardziej naturalne miejsce w tej układance. Nie uważam się za osobę wybitnie naiwną, jednak po ostatnich wyborach parlamentarnych miałam cień nadziei, że tym razem politycy przynajmniej spróbują zachowywać się przyzwoicie. Lub chociaż mniej nieprzyzwoicie. Jest też dla mnie bardzo smutnym i niepokojącym fakt, że dziennikarze całkowicie nie radzą sobie z tematem "afery hazardoej". I tak sobie myślę, że wolałabym, by, pomimo pewnej obłudy, Kamiński pozostał na dotychczasowym stanowisku, by nawet uprawiał swoje gierki, jak dotychczas, ale jednak by nadal obnażał prawdziwe oblicze PO. Dzięki kontrolowanym przeciekom Kamińskiego (a i ogromnej, solidnej robocie blogerki śledczej) czuję się mniej nabita w butelkę, kiedy teraz słucham wystąpień posłów czy rządu, których przecież sama wybierałam.
-
Gość: lopek, *.netis.net.pl
2009/10/14 09:54:14
W Polsce są kręcone lody od 1989 roku. Wielu ludzi, którzy chcieli temu zapobiec, poniosło śmierc - profesor Pańko czy Falcman!
M. Kamińskiemu, włos z głowy nie spadnie! Dlaczego? Ano dlatego, że PO, PiS, SLD, PSL, wcześniej UW to jedna niepodzielna, koszerno-bolszewicka banda, niesłychanie wroga Polsce i Polakom. Jak zaznaczyłem wcześniej, afery i aferki mają miejsce bez przerwy a tu nagle w czasie, kiedy LechKacz abdykuje i oddaje Polaków na pastwę spedalonego, koszernego lewactwa brukselskiego, wtedy Kamiński wyskakuje z tzw. hazardową. Potem wyskakuje ze stoczniową, krórej tak na prawdę, podobno nie ma. A na końcu cukierek, afera z rafinerią ale uwaga - afera nie obejmuje rządów Thuzka!!! Czyli co? Wyciszenie tematu dwóch poprzednich afer poprzez ujawniwnie trzecuej afery. Faktem jest, że w koszernych mediach, innych nie ma, królowały afery a o zdradzie Polski przez JarKacza ani mru, mru!!!
Macie więc państwo odpowiedź, dlaczego wywleczono aferki, przawdziwych afer nigdy nie poznamy, w czasie abdykacji JarKacza. Po prostu okrągłostołowa koszer-bolszewia ma świadomoś co czyni i boi się Polaków - stąd intryga z aferami i stawianie Kamińskiego i jego CBA jako niezależnych od postsowieckiej razwiedki. Cudów nie ma!!!
-
Gość: ammos, 91.140.108.*
2009/10/15 09:19:16
Pani wywod jest prowadzony z zelazna logika,podzielam wszystkie podejrzenia...to co media robia obecnie wyglada jak wyciszanie sprawy po prewencyjnej detonacji...Jedno trzeba przyznac szef szefow ma zelazne nerwy i talent aktorski spotykane u psychopatow..