|
Blog > Komentarze do wpisu
Palikot kontra Dziennik
Janusz Palikot: Namówili
mnie to tego [skierowania przeciwko dziennikarzom Dziennika prywatnego
aktu oskarżenia z art. 212 kodeksu karnego] moi prawnicy, którzy
stwierdzili, że to jest jedyna ochrona przed dalszymi publikacjami. (...) Jestem w stanie pójść na ugodę. Wiem o tym, że to narzędzie , którego
politycy powinni używać jak najrzadziej, bo godzi w wolność słowa.
(...) Wtedy [gdybym nie złożył aktu oskarżenia przeciwko dziennikarzom]
nie rozmawiałby pan już z politykiem, bo byłbym dawno zawieszony
w PO. Żeby uniknąć zawieszenia, które groziło mi automatycznie, jeśli
nie zareaguje na teksty "Dziennika" sięgnąłem po tak mocne argumenty. (...) Musiałem przekazać opinii publiczny jasny komunikat o swojej
niewinności. Jeśli ktoś wpłaca 100 tysięcy złotych opłaty za pozew to
chyba widać, że jest o tym przekonany. To
fragmenty wywiadu opublikowanego dzisiaj w lubelskim wydaniu Gazety
Wyborczej, bardzo interesującego bo wyjątkowo szczerego. Janusz Palikot ma świadomość, że godzi w wolność słowa, nie przeszkadza to jednak ani jemu, ani jego partii, z którą zapewne konsultował swoje kroki prawne, sięgnąć po środki radykalne. A sytuacja jest wyjątkowo niezręczna bo Janusz Palikot jest jednym z liderów partii rządzącej. W takiej sytuacji sięganie po kodeks karny powinno być rozwiązaniem ostatecznym, o ile w ogóle dopuszczalnym. Zwłaszcza jeśli się jest przedstawicielem partii cieszącej się sympatią większości mediów, które z pocałowaniem ręki przedrukowałyby wszystkie dowody niewinności Palikota i dały mu tyle czasu antenowego ile by mu było potrzebne do dowiedzenia swojej absolutnej uczciwości. Jeśli Palikot jest czysty to sąd nie jest mu wcale potrzebny do wytłumaczenia się przed nami. Janusz Palikot nie ukrywa prewencyjnego charakteru swoich pozwów, chodzi w nich także o "ochronę przed dalszymi publikacjami". Także, a może przede wszystkim, bo przecież dotychczasowe publikacje Dziennika na temat biznesów Palikota nie są jakieś specjalnie szokujące, autorzy oparli się o oficjalne rejestry i zadali kilka oczywistych pytań. To dopiero przygrywka. Dzisiejsza wypowiedź Palikota to dowód, że Helsińska Fundacja Praw Człowieka nie przesadziła alarmując w swoim wczorajszym oświadczeniu, że "dziennikarze i wydawcy mogą z uwagi na potencjalnie grożącą im odpowiedzialność karną zaniechać publikowania konkretnych artykułów z uszczerbkiem dla kontrolnej roli mediów". Po lekturze artykułów Majewskiego i Cieśli mam wrażenie, że nie chodzi o ukaranie ich za to co już ujawnili, ale o zniechęcenie ich i innych czepialskich do stawiania kolejnych narzucających się przecież pytań. Janusz Palikot przyznaje, że w Platformie nie bardzo mu uwierzyli, bo tak chyba należy rozumieć ten fragment o grożącym mu zawieszeniu. Przecież pokazał Tuskowi wszystkie papiery a Tusk mu podobno uwierzył, skąd więc potrzeba uwiarygodnienia się pozwem przeciwko dziennikarzom? Dlaczego nieskierowanie pozwu przeciwko dziennikarzom miałoby skutkować zawieszeniem posła, który premiera o swojej uczciwości przekonał przedstawiając mu dokumenty? Strasznie okrutna ta Platforma jeśli automatycznie zawiesza kolegę, w którego niewinność i uczciwość wierzy, tylko za to, że okazał litość oszczercom. Janusz Palikot ma pełne przyzwolenie Platformy, to już co prawda nie wynika z samego wywiadu ale jest chyba oczywiste. Platforma go popiera w działaniach przeciwko dziennikarzom, a żadne zarzuty, nawet te najcięższego kalibru, nie spowodowały osłabienia pozycji Palikota w partii. W niedzielę reprezentował Platformę u Moniki Olejnik, przed chwilą brylował u Rymanowskiego. Ani dziennikarze, ani własna partia, nie mają nic przeciwko lansowaniu polityka, który nie umie się przekonująco wytłumaczyć z poważnych wątpliwości wobec swoich biznesowych transakcji a jedyną odpowiedzią na jaką go stać jest straszenie mediów gigantycznymi odszkodowaniami a dziennikarzy procesami karnymi. Tyle na temat wypalania żelazem nieprawidłowości. W Platformie na Palikota nie ma mocnych a premier może sobie tylko pogadać. Janusz Palikot bardzo chce ugody i tylko ugody, Axel Springer ma go przeprosić i to wszystko. Palikot potrzebuje opublikowanych przez Dziennik (lub to co w jego miejsce powstanie) przeprosin, żeby mieć czym wymachiwać dziennikarzom zadającym kolejne niewygodne pytania o dziwne transakcje. Nie doczekamy się, bo doczekać się nie możemy, wiarygodnych wyjaśnień więc ma nam wystarczyć springerowskie pokajanie się na "jedynce". W pozwie cywilnym o 10 milionów Palikot nie pozywa samych dziennikarzy, co jest praktyką dziwną (niech mnie poprawi ktoś z większym doświadczeniem w wytaczaniu procesów o naruszenie dóbr osobistych) ale w jego sytuacji zrozumiałą. Axel Springer, który się właśnie wycofuje z poważnego dziennikarstwa, nie będzie miał motywacji aby bronić sprawy w imię jakichś dziennikarskich pryncypiów i przestraszony kosmiczną wysokością roszczenia chętnie pójdzie na ugodę. Nie wiadomo czy równie łatwo dałoby się zmusić do przeprosin samych autorów, zwłaszcza jeśli czują, że nie mają za co przepraszać i są w stanie obronić się w sądzie. Więc, żeby ugodę łatwiej było dogadać, dziennikarzy w sprawie nie ma. A jak będzie ugoda w sprawie cywilnej i przeprosiny na "jedynce" to Palikot, ludzki pan, na konferencji prasowej ogłosi, że wobec powyższego on wybacza i odpuszcza dziennikarzom sprawę karną. To tylko kilka, wcale nie najważniejszych, powodów dla których w sprawie Palikot kontra Dziennik trzymam kciuki za dziennikarzy. Mam nadzieję, że nie pękną i dadzą się postawić przed sądem, zmuszając wreszcie Palikota do merytorycznej obrony. Palikot zagrał va banque i teraz się pewnie modli, żeby mu Springer szybko zaproponował jakąś ugodę pozasądową i pozwolił wygrać propagandowo sprawę, która w sądzie jest raczej nie do wygrania. Może by więc Palikota sprawdzić? Trochę mnie tylko dziwi brak solidarności środowiska dziennikarskiego w sprawie, która w tak oczywisty sposób jest próbą zastraszenia i zakneblowania wszystkich. Nie oczekuję zamykania się w klatce, może wystarczyłoby nieułatwianie Palikotowi lansowania się na poważnego polityka, przygwożdżenie go od czasu do czasu naprawdę trudnymi pytaniami, zmuszenie do poważnego potraktowania zarzutów, bo i zarzuty są poważne. W dwudziestoletniej historii III RP nie było chyba polityka mniej przejrzystego finansowo. A ten na dodatek sobie ze wszystkich kpi w żywe oczy. Janusz Palikot: Każdy
kto będzie powtarzał kłamstwa za Dziennikiem, trafi do sądu - czy
nazywa się Kaczyński, Dudziński czy Sierakowski. Jeśli powie, że Janusz
Palikot jest udziałowcem, pożyczał lub inwestował w rajach podatkowych,
to trafi do sądu. Nie
chcę trafić do sądu więc nie będę
powtarzać za Dziennikiem. Powtórzę za Palikotem. W lutym 2008 tak
mówił Dziennikowi Wschodniemu o Central Europe Private Investments,
jednej z firm wymienianych w
artykułach Majewskiego i Cieśli. Janusz Palikot: [Central Europe Private Investments] to moja firma, ulokowana w Luksemburgu ze względów podatkowych. środa, 17 czerwca 2009, kataryna.kataryna
TrackBack
Komentarze
Gość: , bdk2.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/17 23:26:10
A ja już się wystraszyłem, że po przejściach z Dziennikiem, zamilkła Pani na dłużej.
Nowy wpis przyjąłem z ulgą... :) Serdecznie pozdrawiam i życzę wytrwałości w poznawaniu i ukazywaniu prawdy. :)
Gość: mazur, host-78-129-5-87.brutele.be
2009/06/18 01:01:20
Senator Stokłosa był politykiem, któremu w przejrzystości osobistych transakcji biznesowych dorównać będzie być może w niedalekiej przyszłości mógł poseł Palikot.
Dokładnym badaniem przejrzystości finansowej wszystkich polityków krajowych i lokalnych powinien zajmować się Rzecznik Praw Obywatelskich przy wsparciu Urzędu Skarbowego oraz/lub w skomplikowanych przypadkach firm audytowych. Zakładam się, że niejeden Stokłosa/Palikot zastanowiłby się 100 razy, zanim podjąłby decyzję o wejściu do świata polityki.
Gość: Conan, host-90-237-148-33.mobileonline.telia.com
2009/06/18 02:36:26
Radość wielka,że nie wymiękła Pani :):):)
Co do braku solidarności dziennikarzy,to nie do końca, bo Rymanowski zarzucał Palikotowi,iż tymi 10 bańkami chce zakneblować usta. Ten zripostował, że pozywa koncern a samym dziennikarzom grozi ewentualnie maksimum 100 tysięcy. A i tak o wszystkim rozstrzygnie sąd. To może jakaś ściepa narodowa? :) Ale po tym co Pani zrobili to jakoś mi ich nie żal i jakoś ich nie lubię.. Poza tym mam pewną słabość do takich ludzi jak Gudzowaty,Kluska, Palikot czy Stokłosa-choć akurat ten ostatni przegiął i to na wielu frontach. Cenię ludzi, którzy oprócz szczęścia,cwaniactwa,układów i koneksji, dołożyli jeszcze coś extra-czyli talent i pracę . Dlatego nie podzielałem Pani oburzenia,że Gudzowaty traktował Mchnika i Oleksego jak "psów"-czyli właściwie. Jeśli operacje Palikota były legalne to nie ma o co kruszyć kopii. Problemem może być tylko ewentualne kłamstwo, no i jeśli chciał oszukać żonę. Trafia do mnie argumentacja Giertycha,że tak samo powinno traktować się współmałżonka jak i wspólnika biznesowego. Ze nie można sprowadzać to do kłótni rodzinnej. Palikot gdyby chciał, to mógł sporo zrobić dobrego w Komisji Przyjazne Panstwo. iI wciąż jeszcze naiwnie się łudz
Gość: Conan, host-90-237-148-33.mobileonline.telia.com
2009/06/18 02:48:21
Kurczę .odpaliłem w połowie zdania. Kończę frazę -...łudzę sie,że jeszcze coś zrobi, poza głupotami do których ma talent. Problem jest tego rodzaju że Palikot ma świra na punkcie Kaczorów(jak ja na punkcie Balcerowicza),a tak poza tym jest normalny:)
Pozdrawiam!
Gość: Jendras, ip-89.171.1.226.static.crowley.pl
2009/06/18 08:51:16
Szczerze mówiąc aż przykro czytać - wydawać by się mogło, że oskarżający kogokolwiek powinien sprawdzić to i owo, ale jak widać dobre poszczucie przez Jarka zwalnia wszelkie hamulce i eliminuje poczucie honoru:
1. Luksemburg nie jest żadnym rajem podatkowym - pełną ich listę (40 krajów i terytoriów) dla potrzeb podatku dochodowego od osób prawnych zawiera Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 16 maja 2005 (Dz. U. z 2005 r. Nr 94, poz. 791). (Jeżeli zaślepienie żółcią utrudnia wyszukanie źródła, to proszę dać znać - prześlę link) 2. Palikot nie dalej niż ze dwa tygodnie temu u Lisa jawnym tekstem mówił o swojej firmie w Luksemburgu, którą jakiś czas temu sprzedał był, więc gdzie tu kłamstwo? Czy tak wygląda prawda o "blogowaniu śledczym", na zlecenie? Zaraz okaże się, że jestem brutalnym prześladowcą na zlecenie reżimu, bo zarzucam kłamstwo. Od takiego niezależnego od prawdy blogowania rzygać się chce.
Gość: alfred, aej54.internetdsl.tpnet.pl
2009/06/20 08:03:56
wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Luksemburg-rozzalony-bo-uznano-go-za-raj-podatkowy,wid,11006243,wiadomosc.html?ticaid=183d7 - ale jest na liście OECD, że tak się będę przekomarzał. .. a żółć to kapie z Tojego wpisu - drogi Jendrasie .. :)
Gość: Blitz, 62.61.58.18*
2009/06/25 14:34:56
Jędras, dziecko, zanim cos chlapniesz najpierw pomyśl. Polecam też zapoznanie sie z wpisem Kataryny na blogu bo najwyraźniej "zaślepienie żółcią"-antykaczystowska fobia powoduje że wyczytujesz treści między wierszami, wiersze pomijając.
Jakież to kłamstwo wyczytałeś w tym swoim amoku dalibóg nie wiem. Zabieg zarzucania pisania na zlecenia i, na jednym oddechu profilaktyczne zaprzeczanie że samemu pisze sie komentarz na zlecenie wygląda na typowo freudowską wpadkę. Palikot zapewnił sobie immunitetyzacje u pewnej kategorii osób-chorych z nienawiści do Kaczek. Jako lider w konkurencji plucia do nich z wszelkich możliwych pozycji, stojącej ,kucznej, leżącej i jadąc rowerem na linie z małpą na głowie z sztucznym fallusem w garści stał sie ich niekwestionowanym guru. Jako taki ma aureolę niepokalanego, zawsze "dziewica" a zarzucanie mu czegokolwiek to zamach na sacrum. |
www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080218/LUBLIN/712548195