|
Blog > Komentarze do wpisu
Sztuka niedoczytania
Obiecałam sobie, że nie będę już pisać o dziennikarzach ale do dzisiejszego wpisu Małgorzaty Subotić muszę się odnieść. Robię to bez entuzjazmu bo Małgorzata Subotić nie dała mi szansy na merytoryczną polemikę - pominęła najważniejsze zarzuty jakie stawiam jej tekstowi, brawurowo rozprawiając się natomiast z tym czego jej wcale nie zarzucam. Ale "gra się tak jak przeciwnik pozwala", odniosę się zatem do tego co Małgorzata Subotić napisała o swoim artykule i moim opacznym rozumieniu tegoż. Małgorzata Subotić zarzuca mi, że przestałam pisać logicznie. Być może. Na pewno piszę niezrozumiale jeśli nie było jasne o co się właściwie czepiam, zacznę więc od podsumowania moich zarzutów wobec artykułu "Człowiek, który chadzał na skróty", a jest ich z grubsza trzy. Po pierwsze, kopanie leżącego jest obrzydliwe. Po drugie, portret Sumlińskiego jest tendencyjny. Po trzecie, nawet kopiąc leżącego trzeba zachować jakiś poziom i nie stosować chwytów, które są nie tylko nieprzyzwoite ale przede wszystkim niezgodne z etyką zawodową (zdradzanie informatora innego dziennikarza, przekręcanie cytatów w sposób zmieniający ich sens, zarzucanie nieuczciwości bez dania szansy obrony). O ile co do "po pierwsze" możemy się różnić a co do "po drugie" dyskutować, o tyle "po trzecie" - dla mnie najważniejsze - wydaje mi się oczywiste i to była istota mojej krytyki tekstu Subotić. Niestety, do żadnego z zarzutów dotyczących przepisowości wymierzonych Sumlińskiemu ciosów Autorka się nie odniosła. Niech i tak będzie, podyskutujmy zatem o tym o czym Małgorzata Subotić chce dyskutować. Nie znam go osobiście, co sprawia, że mogłam być w opisywaniu jego historii obiektywna, bo wolna od ewentualnych „zaszłości”. Przeprowadziłam natomiast dziesiątki rozmów z jego kolegami dziennikarzami i osobami, które się z nim zetknęły (liczba rozmówców była nawet chyba zbyt duża, jak na potrzeby niezbyt w sumie długiego tekstu). Najważniejsze, z tego co się o nim dowiedziałam, opisałam. Jeśli faktycznie w artykule znalazło się to co - zdaniem środowiska i wsłuchanej w jego głos portrecistki - najważniejsze to Wojciech Sumliński jest postacią jednoznacznie negatywną, wrzodem na zdrowym dziennikarskim ciele. Hochsztaplerem o którym jego koledzy potrafią mówić tylko źle nawet wiedząc, że i tak jest już na dnie. Ktoś dla kogo jego środowisko nie ma żadnej litości w najgorszym momencie jego życia musi być nie lada szują. Być może Sumliński taki właśnie jest, nie wiem, nie znam człowieka. Nie znam też tych dziesiątków innych świadectw, które Małgorzata Subotić uznała za mniej ważne niż te przytoczone, trudno mi więc ocenić czy do swojego artykułu wybrała te najbardziej reprezentatywne. No i nie wiem czy Autorka zadała sobie trud zweryfikowania oskarżeń jakie powtarza za kolegami Sumlińskiego - o plagiat (anonim), o brudny układ (Pytlakowski) i wie jak, dlaczego i jaką pracę pomagał Sumlińskiemu załatwić Oleksy (anonim). Szczerze mówiąc - wątpię. Zebranie w jednym artykule samych negatywnych plotek o człowieku bez ich starannej weryfikacji trudno nazwać obiektywnym portretem. Czy Kataryna naprawdę by chciała, żebym przedstawiła lukrowaną postać, taki fałszywy pomnik z brązu? I tylko dlatego, że Sumliński jest kolegą po fachu? Ale ja wiem, że moi czytelnicy by tego nie chcieli. I to jest najważniejsza wskazówka w pracy dziennikarskiej. Lekarz może milczeć o przewinach swojego kolegi po fachu, podobnie jak na przykład adwokat, choć akurat mnie się to też nie podoba. Ale dziennikarz nie ma prawa milczeć, bo to on jest pasem transmisyjnym do opinii publicznej. Dlaczego Małgorzata Subotić wyklucza mnie z grona swoich czytelników, jej tekst skomentowałam przecież z pozycji czytelnika właśnie, czy wyrażona przez konkretnego czytelnika opinia jest mniej ważna niż opinia nigdzie nie wyrażona czytelnika bliżej nieokreślonego? Wcale nie mam pretensji o to, że Subotić nie przedstawiła "fałszywego portretu z brązu", mam pretensje o to, że przedstawiła fałszywy portret z błota. Małgorzata Subotić pisze, że "dziennikarz nie ma prawa milczeć" i ja się z tym zgadzam. Zapytam tylko nieśmiało, co takiego się stało, że pani Subotić i jej informatorzy uznali, że akurat teraz jest najlepszy moment na przerwanie milczenia? Większość opisanych w tekście spraw to jakieś stare dzieje, było dużo czasu, żeby się z Sumlińskim rozprawić ale jakoś sobie nie przypominam pryncypialnej krytyki tych jego plagiatów, podejrzanych układów z Blajerskim, chodzenia na skróty i tego wszystkiego co dzisiaj przeciwko niemu wywleczono. Dlaczego właśnie moment kiedy Sumliński leży w psychiatryku po próbie samobójczej, skończony jako dziennikarz i zniszczony jako człowiek środowisko uznało za najbardziej odpowiedni, żeby wyegzekwować swoje prawo do niemilczenia na temat jego grzechów? Tajming rozliczania Sumlińskiego z zawodowych wpadek każe wątpić w szlachetność intencji. Były ku temu stosowniejsze okazje. Ta jest najgorsza z możliwych. Jasne, nie musimy się co do tego zgadzać, uszanuję jeśli ktoś uważa, że każdy moment jest dobry, żeby piętnować nieprawidłowości, liczę tylko na konsekwencję i piętnowanie także tych, którzy są na topie, jeśli jest za co. Tłumne rzucenie się na tego, który się już nie liczy i nie ma żadnych szans na obronę to słaby dowód odwagi w rozliczaniu swoich. Czy naprawdę Kataryna ceniona za zdolność analizy, nie rozumie jak ważną i wielopiętrową sprawą jest przypadek Wojciecha Sumlińskiego? Los, nawet najbardziej dramatyczny, pojedynczego człowieka to jedna sprawa. Metody, które stosują służby wobec dziennikarzy, szczególnie dziennikarzy śledczych to druga sprawa. (...) Ale w dramatycznej historii Sumlińskiego dostrzegam nie tylko atak na niego, lecz przede wszystkim na całe środowisko dziennikarzy śledczych. To taki cyniczny sygnał wysyłany przez ludzi służb: jak nie będziecie grzeczni to zrobimy z wami to co zrobiliśmy z Sumliński. Małgorzata Subotić pisze, że nie rozumiem wagi sprawy Sumlińskiego i jej znaczenia dla całego dziennikarstwa śledczego choć wałkowaniem tematu samą siebie już na śmierć zanudziłam. I naprawdę chętnie się zmierzę na ilość napisanych na ten temat tekstów nie tylko z samą Małgorzatą Subotić ale z całą redakcją Rzepy razem wziętą. Można mi zarzucić przecenianie znaczenia sprawy Sumlińskiego i niepotrzebne histeryzowanie - przyjmę to z pokorą - ale na pewno nie to, że ją lekceważę. Ten fragment tekstu Małgorzaty Subotić jest dla mnie całkowicie niezrozumiały, nawet nie dlatego, że jest zarzutem całkowicie chybionym, ale przede wszystkim dlatego, że zupełnie nie przystaje do tego jak sama Małgorzata Subotić potraktowała sprawę Sumlińskiego. Z jej sobotniego tekstu wcale nie wynika przecież aby służby coś Sumlińskiemu zrobiły. Ten wątek jest w portrecie Sumlińskiego całkowicie pomijany, jakby dla czytelnika faktycznie ważniejsze było to, że przed zatrzymaniem dobrze zarabiał a nie to, że był ofiarą działania służb. Nie znam też innych tekstów Małgorzaty Subotić rozstrząsających wątek zachowania służb. Tymczasem okazuje się, że to ja nie rozumiem i nie doceniam. Paradne. W moim tak przez Katarynę krytykowany tekście napisałam dobitnie: – „To, co teraz robią z Sumlińskim, to zwykłe draństwo – taka opinia jest powszechna wśród dziennikarzy śledczych”. Nie wiedzieć czemu (to chyba z powodu tych problemów z czytaniem ze zrozumieniem) Kataryna tę wypowiedź przypisała tylko mojemu redakcyjnemu koledze Cezarowi Gmyzowi. I on zapewne tak mówił, bo w ten sposób sytuację określali wszyscy moi rozmówcy-dziennikarze i publicyści. (Oczywiście w oryginale ich wypowiedzi było inne słowo niż „draństwo.” Też rzeczownik, ale na k.) Biję się w piersi, rzeczywiście tę wypowiedź wzięłam za cytat z Gmyza, nie wiem czy dlatego, że układ tekstu sugerował, że to cytat, czy może po prostu wydało mi się oczywiste, że tak stanowczo mógł się wypowiedzieć tylko jakiś rodzynek a nie całe - sądząc po ilości poświęconych sprawie Sumlińskiego publikacji niespecjalnie przejęte - środowisko dziennikarzy śledczych. Mam nadzieję, że Cezary Gmyz, a także Szanowna Autorka, wybaczą mi tę cytatową wpadkę, za którą bardzo przepraszam. I tylko nie wiem czy się cieszyć, czy załamywać tym co Małgorzata Subotić tu napisała - że wszyscy dziennikarze są zgodni w ocenie "draństwa". To dopiero jest przygnębiające. Widzą, wiedzą, rozumieją ale milczą. Nikt draństwa nie opisuje, nikt nie docieka prawdy, nikt nie rozdziera szat, a znaleźli się i tacy, którzy przy okazji draństwa postanowili załatwić swoje stare porachunki z Sumlińskim. Naprawdę, łatwiej by mi było zrozumieć tekst Małgorzaty Subotić gdyby pisała go z pozycji osoby przekonanej o winie Sumlińskiego i spokojnej o to, że w dowodzeniu mu tej winy nie dzieje się nic niepokojącego. Dzisiaj ze zdumieniem przeczytałam, że sobotni artykuł napisała dziennikarka przekonana o tym, że "to co robią z Sumlińskim to draństwo", na dodatek dostrzegająca w jego dramatycznej historii atak "przede wszystkim na całe środowisko dziennikarzy śledczych", "cyniczny sygnał wysyłany przez ludzi służb: jak nie będziecie grzeczni to zrobimy z wami to co zrobiliśmy z Sumliński". Naiwny kto sądził, że wyznająca taki pogląd dziennikarka skupi się na demaskowaniu tego co z Sumlińskim robią służby i głośnym alarmowaniu o zagrożeniu dla innych dziennikarzy, to byłoby co prawda logiczne ale zbyt banalne więc Małgorzata Subotić raczy nas plotkami z trzeciej ręki o tym, że podobno dawno temu pracy Sumlińskiemu szukał Oleksy. Emocje jakie w Katarynie budzi sprawa Sumlińskiego, sprawiły, że przestała pisać logicznie. Na koniec odniosę się jeszcze do tego czym Małgorzata Subotić zaczęła swój tekst, czyli do uwag o moim poziomie intelektualno-emocjonalnym. Nie wiem w którym miejscu jestem nielogiczna więc do tego zarzutu się nie odniosą, nie zamierzam się natomiast wypierać emocji jakie budzi we mnie sprawa Sumlińskiego. A budzi właśnie dlatego, że tak jak Małgorzata Subotić uważam, że jest atakiem na całe środowisko dziennikarzy śledczych i cynicznym sygnałem mających ich spacyfikować. Przejmowałabym się mniej, a może wcale, gdybym widziała, że środowisko się solidarnie i skutecznie przed tym atakiem broni, tropiąc, ujawniając i nagłaśniając każde nieczyste zagranie służb wobec swojego kolegi. Nic takiego nie ma miejsca. Być może jest jakieś racjonalne wytłumaczenie kapitulacji środowiska, trudno się jednak oprzeć smutnej refleksji, że może już żadne "cyniczne sygnały" nie są potrzebne, dziennikarze sami wiedzą w jakich sprawach siedzieć cicho. Czas jaki Małgorzata Subotić poświęciła na polemikę z tekstem rozhisteryzowanej, nie umiejącej ani czytać ze zrozumieniem, ani pisać logicznie blogerki można było z dużo większym pożytkiem wykorzystać na wytłumaczenie czytelnikowi na czym polega draństwo służb i dlaczego choć dotyka tak nędznej postaci jak Sumliński trzeba protestować. Na mnie naprawdę szkoda czasu i miejsca. wtorek, 12 sierpnia 2008, kataryna.kataryna
TrackBack
Komentarze
2008/08/13 07:34:18
sprawa prosta jak kilo gwoździ: po prostu większość z tzxw. dziennikarzy (a raczej ich szefowie) to kapuchy wypełniające nadal swoje zadania.
Gość: zezowaty Zorro, aaow153.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/13 08:18:03
Szkoda prądu na polemiki z głupim tekstem. Budujące w sprawie jest to, że dziennikarka, która "ma nazwisko" przejmuje się jakimiś blogerami i zniża się do karkołomnej i bolesnej próby polemiki z nimi. Obserwując przebieg zdarzeń wyciągam wniosek, że Subotić - zauważywszy z opóźnieniem reakcje i dynamikę sytuacji - postanowiła zdjąć ze szmatławego portreciku Sumlińskiego zapach tekstu zamówionego przez służby. To niestety nieuchronnie zawraca do moich uwag przy poprzednim wpisie. Kim jest żona Suboticia?
1. Osobą czytającą Katarynę. 2. Niespecjalnie zaangażowaną w "tematykę", ale piszącą portrety sflekowanych kolegów. 3. Odnoszącą się do komentarzy na blogach do jej tekstów. Nie. Subotić i żaden inny dziennikarz nie będzie polemizował w druku z internetem, to absurd. Po co więc ta "polemika"? To jest rozpaczliwe negowanie wniosków, wypływających z analizy Kataryny i dyskusji, zaciemnianie, rozprowadzanie tematu. Co jest w poprzednim wątku wybuchowego i tak arcyważnego? Bo jest to coś, co każe pierwszoklasowej dziennikarce, "mającej nazwisko" dementować w druku komentarze do jej artykułu w necie.
Gość: zyzowaty Zorro, mail.secure-tunnel.com
2008/08/13 13:19:04
Kim jest Małgorzata Subotić? Jest żoną Milana Suboticia, agenta wpływu naszych służb - nieważne, jakiego koloru i z którego rozdania - w mediach. Nie jest z pewnością dziennikarką, bowiem jej artykuł jest pisaną na zamówienie manipulacją, zlepiającą dobrane fakty oraz ich przekręcenia celem przekazu na łamach miarodajnego dziennika sygnału: Nie podskakujcie służbom, nie chodźcie na skróty, bo jest to kosztowne.
Przestroga o tyle chybiona, że do niedawna nikt poważny się sprawą Sumlińskiego nie interesował, poza garstką nawiedzonych blogerów, w rodzaju Kataryny. Do czasu. Słowa Gmyza, przytoczone w artykule Subotić To, co teraz robią z Sumlińskim, to zwykłe draństwo taka opinia jest powszechna wśród dziennikarzy śledczych z punktu widzenia fachowca od PR mogłyby być odkrywcze miesiąc temu. W momencie ukazywania się artykułu należały już do mainstreamu - także dzięki temu blogowi - i można je interpretować wyłącznie jako relację dziennikarza z nie ukrywanego oburzenia środowiska - w innych mediach. Jeśli ten cytat ma służyć za rozgrzeszenie Subotić i dowód jej rzekomej rzetelności, to chroń nas Panie przed takimi fachowcami. Nieskrywane oburzenie środowiska budzi zaciekłość i sposób flekowania dziennikarza, wykonującego swój zawód, łamanie praw obywatelskich pod płaszczykiem rzekomych podejrzeń, bezpodstawne aresztowania, rewizje, fabrykowanie dowodów. Subotić ani słowem nie zająknęła się na temat przyczyn tego oburzenia i jego motywów, ograniczyła się w swojej dziennikarskiej dociekliwości do naszkicowania skróconej, "odbrązowionej" biografii człowieka, który chodził na skróty i wszedł w paradę wielkim ludziom. Jaki to człowiek? Kombinator, nielojalny, plagiator, znajomy Oleksego. "Fakty" oparte na relacjach pojedynczych świadków, bez weryfikacji, bez konfrontacji, bez cienia wątpliwości. Sobotni tekst jest oburzający, polemika Subotić z analizą Kataryny żałosna, a reakcje na blogu Subotić po prostu nie zostawiają na niej suchej nitki. Większość wpisów jest rzeczowa i odnosi się wprost do zarzutów, które zasadnie podniesione, nie doczekały się żadnej odpowiedzi. To symptomatyczne. Pani Subotić nie ma nic do powiedzenia. Ja skupię się na jednym tylko akapicie, kluczowym moim zdaniem w sprawie i pokażę głębię manipulacji słowem, faktami, sensem oraz sztukę dezinformacji. Ona jest wielowymiarowa: semantyczna, logiczna, pr-owska, asocjacyjna... Nie jest to natomiast dziennikarstwo, tylko jego zaprzeczenie, coś w rodzaju "czarnej reklamy". W jego liście otwartym jest fragment o tym, że pułkownik L. zaproponował mu zorganizowanie pomocy psychologicznej dla chorej na raka żony i uparł się, by za to pośrednictwo zapłacić. Dalej pisze, że pieniądze przyjął, ale potem je zwrócił, bo L. odwlekał kolejne terminy sesji psychoterapeutycznych. Według naszych informacji śledczy mają pokwitowanie Sumlińskiego odbioru tych pieniędzy. Nie wiadomo, czy mają też pokwitowanie ich zwrotu. Przed zatrzymaniem 13 maja dziennikarz zarabiał bardzo dobrze dzięki programowi w TVP Lublin.
Gość: zyzowaty Zorro, mail.secure-tunnel.com
2008/08/13 13:24:22
Z tekstu wynika, że Lichocki zaproponował Sumlińskiemu, iż zorganizuje pomoc psychologiczną dla chorej na raka żony Sumlińskiego, płacąc za nią! Przeczytaj uważnie jeszcze raz, i jeszcze raz. Jeśliby Sumliński miał pomóc żonie Lichockiego (jest psychologiem, ma kontakty), to Lichocki poprosiłby go o zorganizowanie pomocy. O fakcie choroby Lichockiej wiedzą nieliczni wtajemniczeni. Ktoś inny czytający notatkę Subotić dosłownie nabiera przekonania, że Lichocki przyszedł do Sumlińskiego, zaproponował mu pomoc dla chorej żony i jeszcze za nią zapłacił! Mało tego. Sumliński forsę wziął, ale ją oddał, bo kolejne sesje sie odwlekały. Sam nie potrafił pomóc chorej żonie, mimo, że dobrze zarabiał w telewizji (i był rzekomo psychologiem z wykształcenia). Żeby wszystkiego było mało, człowiek chodzący na skróty i zadzierający z pułkownikami nie potrafił uchronić żony przed koniecznością pomocy psychologicznej (może też psychiatrycznej). Ojciec trójki dzieci doprowadził żonę do załamania nerwowego a dzieci do nędzy. Pułkownik Lichocki natomiast jest stuprocentowym dżentelmenem i przyjacielem w czarnej godzinie, bo nie dość, że chce pomóc, to jeszcze za własne pieniądze!
Tak więc Sumliński to nie tylko plagiator i kombinator, ale jeszcze życiowy nieudacznik, który rozwala swą rodzinę, a prawdziwym przyjacielem jest honorowy pułkownik. Czy dziwi, że taki człowiek może sobie podciąć żyły i opowiadać bógwico? Żona chora, małe dzieci, zaplątany w jakieś afery szpiegowskie... Najczarniejsze z analizowanego akapitu jest to, że tekst skupia się na sylwetce Sumlińskiego w planie krótkiej retrospekcji - migawki z życia - na dzisiejszym planie rodzinnym. Opisano żonę, dzieci, kontakty. To dla zainteresowanego najcenniejsze i o to najbardziej się boi. Subotić między wierszami pisze Sumlińskiemu, że wszystko wiadomo, gdzie w Białej Podlaskiej mieszka, gdzie pracuje.Tak jak w dzisiejszej pyskówce na blogu Subotić:W blogu w Salonie 24 w sprawie mojego artykułu o Sumilńskim pisał też w poniedziałek niejaki Aleksander Ścios (to pseudonim, i to przypuszczalnie kobiety, a nie mężczyzny). Skąd ona to wie? Ot, takie sobie puszczanie oka "wiem, gdzie mieszkasz, uważaj". A mnie jeży się futro...
Gość: 66.244.207.150, 66.244.207.15*
2008/08/13 14:21:27
Jest żoną Milana Suboticia, agenta wpływu naszych służb - nieważne, jakiego koloru i z którego rozdania - w mediach. Nie jest z pewnością dziennikarką, bowiem jej artykuł jest pisaną na zamówienie manipulacją, zlepiającą dobrane fakty oraz ich przekręcenia celem przekazu na łamach miarodajnego dziennika sygnału
Mialem sie juz nie wtracac, bo sam temat nuzy mnie i czuje wstret, ale tu akurat Zorro przez przypadek trafiles dokladnie w sedno tego (jak uwazam), dlaczego Subotic napisala. Zadziwiajace, z jaka ironia nieraz potraficie wyciagac rozne duperele i - jak to juz sie potocznie uwaza - "prawda musi nas wyzwolic, ale tylko specyficzna prawda". To, co zrobila Subotic to dodanie niewygodnych faktow, przypuszczen i watkow Ona wcale w swoim pierwotnym artykule ani nie przesadzala o winie WS ani tez nie mowila, ze te fakty, ktore wyszperala sa na pewno prawdziwe, podala skad te fakty wziela i jaka jest ich wiarygodnosc, natomiast jesli uz jest jakas nagonka i jesli jest cos niesmacznego w postepowaniu dziennikarzy, to moze wlasnie, ze jednak chca bronic WS ? I wlasnie zapomina sie o tym, ze nasz bohaterek mial takie momenty w swoim zyciu (jak zreszta byc moze kazdy z nas), z ktorych wcale nie wynika, ze on taki niezlomny, walczacy z Ukladem i jak przypadkiem wzial jakies pieniaidze, to zeby czym predzej rozdac je sierotom. Pisze o pierwotnym artykule Subotic, bo obecna jej polemika z Kataryna na blogu rzeczywiscie jest juz chaotyczna i jakby napisana na kolanie. Niestety, ale nie mozna jej zarzucic, ze sklamala w czyms, podaje w swoim tekscie bardzo wyraznie i wskazuje skad taka albo inna opinia sie bierze i nie osadza i jest to jedyny jak narazie tekst, ktory dodaje cos wiecej do tla calej sprawy zamiast ciagle szlochac nad biednymi poprzecinanymi nieumiejetnie zreszta zylami pana WS. Prawda Was ponoc ma wyzwalac, towarzysze, wiec mysle, ze nawet z taka niewygodna prawda jestescie w stanie spotkac sie twarza w twarz zamiast od razu wymyslac, ze to pewnie "jakies zlecenie, zapewne od meza" etc etc. Ja pewnie tez pisze na zlecenie, prawda (ciekawe ile mi placa) ?
Gość: 66.244.207.150, 66.244.207.15*
2008/08/13 14:28:42
Tak na marginesie ostatniego wystapienia na wiecu w Tblisi naszego rpezydenta - widac, jak bardzo cierpial on wlasnie na potrzebe, aby zobaczyc sam siebie w tej roli.
Jako dziecko tez mialem taka tendencje: chcialem zostac bohaterem i ustawicznie szukalem jakiejs nieuwaznejn matki z dzieckiem, aby wpadla pod samochod a ja bym te dziecko jej wyratowal. Z braku laku juz nawet bylem sklonny sam jakas wepchnac... Ale mniejsza z tym - zauwazam obecnie, dlaczego w ironizowaniu na temat Tuska tak czesto jest podnoszony temat krucjaty milosci, jaki Tusk w swojej kampanii wylansowal. Nawet nie dostrzegalem wczesniej calej komicznosci, ktora rozbila Wielkieg Stratega i spowodowala wlasnie jego porazke w debacie. No bo wyobrazcie sobie taka scenke: wchodzi pielgrzym do sali i sie klania, mowiac "pokoj z wami i pokoj temu domowi" z kata wylania sie gospodarz i wola: "larum graja! na kon ! Kotek, wsiadam na ciebie i pedze z odsiecza !Gdzie moja szabelka ? Jola - przynies mi predzej kalesony, bo sie zaziebie !" pielgrzym (wychodzac) - a to przepraszam, pokoj niech zostanie z wami Nic dziwnego,ze Kaczora zatkalo, byl przygotowany na popis oratorski, a tu mu nie pozwolono. Zupelnie jak polskim pilkarzom na turnieju - rozkrecic sie z biegiem czasu.
Gość: 66.244.207.150, 66.244.207.15*
2008/08/13 19:59:22
widac, jak bardzo cierpial on wlasnie na potrzebe, aby zobaczyc sam siebie w tej roli.
podobienstwo do postaci Jelcyna rodzi zas skojarzenie, ze byc moze jednak Palikot moze miec wiele racji... Wszystko w historii po raz pierwszy pojawia sie jako tragedia, a po raz drugi juz jako farsa K.Marks
Gość: 66.244.207.150, 66.244.207.15*
2008/08/13 21:53:26
Perfidny jestem i zlosliwy - oto co znalazlem przypadkowo, szukajac wyniku Wisly z Barcelona:
Ziobro wykurzył Listkiewicza Autor: kataryna.kataryna 18.09.06, 15:08 Dodaj do ulubionych Skasujcie Odpowiedz Jutro Listkiewicz podaje się do dymisji. Przestraszył się deklaracji Kaczmarka, że prokuratorzy są już na korytarzach PZPN. Listkiewicz zrozumiał, że siepcze Ziobry nie ściemniają i jak mówią tak robią. Nareszcie po tylu latach ktoś się wziął za korupcję w piłce i okazało się, że jednak można. Jak się tylko chce. Siepaczom Ziobry się chce. nie ma to jednak jak slepa wiara w "swoich"... teraz w kogo wierzymy ? jestem zlosliwy i perfidny, ale w sumie mam dobre serce i przebaczam tez latwo, wiec puscmy w niepamiec... 2008/08/14 09:29:26
Wcześniej o bezpieczeństwie energetycznym, tak jak na wiecu w Tbilisi walczył, prezydent mówił, bo się rozgrzał.
Gość: kosmita 007, mail14.anonymouse.org
2008/08/14 10:59:03
To nie ten wątek. Jak chcesz o kaczkach to wpisz google.com/milosnicy drobiu, a jeśli chodzilo o kosmiczny odlot, to wpisz ufo po prostu, albo spytaj przed bramą, kto ci szybko odpali działkę dobrego towaru.
2008/08/14 11:10:16
@66.244.207.150
"Jako dziecko tez mialem taka tendencje: chcialem zostac bohaterem i ustawicznie szukalem jakiejs nieuwaznejn matki z dzieckiem, aby wpadla pod samochod a ja bym te dziecko jej wyratowal." to chyba tłumaczy hiperaktywność kolegi na blogu kataryny - od dzieciństwa marzy żeby być zauważonym...
Gość: 66.244.207.150, 66.244.207.15*
2008/08/14 16:04:48
to chyba tłumaczy hiperaktywność kolegi na blogu kataryny - od dzieciństwa marzy żeby być zauważonym...
nie ma w tym nic zlego (no, moze w kraju wiecznych hipokrytow, takim jak obecna Polska, gdzie kazdy lubi udawac kogo innego) akurat blog kataryny to doskonale miejsce na aktywnosc, poniewaz jest to absolutnie bez znaczenia, co tu sie pisze i wygaduje - sady "odkrywcze" 2 lata temu okazuja sie jedynie proba zaklinania rzeczywistosci - sam naprawde jestem ciekaw, jak sie sprawa WS skonczy (wieksze w sumie szanse daje, ze prokuratura znow sie tradycyjnie osmieszy, to prawda, choc tak naprawde nikt juz nie bedzie pamietac, dla gazet typu "ND" i dla blogow a la kataryna WS stal sie beatyfikowany bez wzgledu czy rzeczywiscie wzial czy nie wzia pieniedzy, sprawa aresztu tymczasowego tez bedzie zalezala od aktualnych wiatrow i byc moze ile na nas wymusi Unia na podstawie raportow AI (*) - jak sie juz zaczyna rozumiec te cale mechanizmy rzadzace i napedzajace nasze polskie perpetuum mobile to czlowiek czuje sie jak ryba w wodzie. (*) tu odnosnik, bo to wydaje mi sie najwazniejsze, swego czasu napomknal o tym Zorro, pozwole sie ustosunkowac: w polotyke np Kaczek jest do pewnego stopnia wkomponowane to, zeby sie Unii przeciwstawiac, nie zgadzac sie, oponowac, slyszalem nawet takie zdania, ze prawodawstwo i tradycje danego panstwa powinny byc nadrzedne nad unijnymi. Dlatego sam fakt "raportow AI" czy sankcji Unii nie jest akurat - jak sie chce byc konsekwentnym - rzecza zamykajaca wszelka dyskusje. Zawsze mozna powiedziec, ze no coz, w polskiej specyfice areszt tymczasowy to np jedyne lekarstwo na ogolny marazm - wiadomo, ze aby byc wsadzonym do kicia to juz potrzeba byc wrogiem publicznym nr 1 conajmniej jak Rywin, w dodatku pozbawionym mocnych przyjaciol. Lista tych, co wie, ze jest bezkarna jest dluga . Oczywiscie - rodzi sie wiec pytanie, ze powinnismy ustalic w takim razie, kiedy mozemy sie zgadzac z Unia i do jakiego stopnia respektowac wspolne ustanowienia a kiedy nie, nie moze byc tak, ze akurat jeden szalony premier wierzy w Wielki Uklad i stawia wszystko na glowie a po nim przychodzi nastepny, ktory kwestionuje wszystko, co poprzedni zrobit etc etc (to nie zarzut akurat wobec Tuska, bo ten nawet respektuje za bardzo wszystkie kaprysy Kaczek z poprzednich rzadow, moze cynicznie, moze nie).
Gość: rob roy, agv15.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/15 00:15:11
Prawdę mówiąc wypowiedzi 66. już opuszczam. Uważam, że nic nie wnoszą do dyskusji. To prawdopodobnie osoba, która ze względu na osobistą złośliwość chce zdezorganizować tę dyskusję, albo też została do tego zadania oddelegowana.
Gość: 66.244.207.150, 66.244.207.15*
2008/08/15 01:58:15
rob roy - o jakiej Ty dyskusji wogole wspominasz ?
po prostu większość z tzxw. dziennikarzy (a raczej ich szefowie) to kapuchy wypełniające nadal swoje zadania. czy moze: służby mówią: "złóżcie samokrytykę, potępcie, nie wychylajcie się" a dzienncioły słuchają to jest ta dyskusja ? Pozniej sie nie dziw, ze Polacy nie potrafia walczyc o medale czy o miejsca w teamach na zachodzie juz nie chce wspominac o Twoich tekstach, rozumiem, ze siebie do dyskutantow nie zaliczasz, po prostu chcialbys troche poczytac jakiejs dyskusji dyskusja moglaby byc o stosunku polskiego prawa do obywatela, ale nie wiem czy gospodyni chcialaby, aby taki temat poruszyc widac musi byc albo ze względu na osobistą złośliwość chce zdezorganizować tę dyskusję, albo też została do tego zadania oddelegowana a jak gospodyni w sumie zwisa, o czym dyskusja sie toczy to poczytaj sobie "glosy dyskutantow powyzej - to dyskusja w stylu Radia Maryja.
Gość: 66.244.207.150, s01060050180a94a1.cg.shawcable.net
2008/08/15 16:14:01
zaslyszane:
tak naprawde to nie ma co sobie wycierac geby "Solidarnoscia". Solidarnosc skonczyla sie na Unii Wolnosci. To tak samo, jak zrobisz dzem i go zle zakonserwujesz - pojawi sie plesn i zaczyna glosno krzyczec, ze jest dzemem. A przeciez plesn rzeczywiscie jest w tym samym sloiku, ale pojawila sie dopiero, jak dzem zostal wyprodukowany [/] Ten kompleks plesni jest doskonale w dzialaniach krzykaczy widoczny, jeszcze chca, zeby ich kupowac i smarowac sobie pajdki ta plesnia. PS To tez przy okazji obrona tej prawdziwej "S" no i zrozumienie co mial na mysli Bujak, gdy za "Solidarnosc" przepraszal. Spieprzyl proces wekowania oczywiscie Jaruzelski, a SLD z Millerem i Kwasniewskim zamiast ratowac dzem, to cichutko sie smieli: ale beda miec miny, jak sobie naloza na chlebek.
Gość: 66.244.207.150, 66.244.207.15*
2008/08/18 15:33:21
o aneksie do raportu z weryfikacji WSI. Prezydent oglosil wlasnie, ze go nie opublikuje, bo w niektorych miejscach "fakty zastapiono interpretacjami".
Ja to nazywam krotko: kolejna plajta IV Rzeczpospolitej
Gość: 66.244.207.150, 66.244.207.15*
2008/08/18 15:35:25
acha, jeszcze fajny dowcip slyszalem:
dlaczego Jaroslaw Kaczynski hoduje kota ? Odpowiedz: bo z psem juz jest za trudno, trzeba go jednak wytresowac
Gość: 66.244.207.150, 66.244.207.15*
2008/08/19 14:54:44
Ciekawe kiedy Instytut Pamieci Narodowej zacznie dokumentowac osiagniecia IV Rzeczpospolitej - w swoim dziale - jako zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu ?
2008/08/19 22:40:52
Z orędzia zadowolony jest Palikot. Będzie miał kolejny argument by domagać się przebadania prezydenta.
2008/08/20 08:47:09
Pozytywny udział prezydenta w negocjowaniu tarczy był tak ogromny, że teraz, podobnie jak w sprawie Lizbony, nie będzie umowy mógł ratyfikować, przynajmniej dopóki Tusk nie przeprowadzi ustawy kompetencyjnej regulujacej kwestię orędzi.
2008/08/20 10:24:36
W czasie spotkania z Condolizą, prezydent poinformował ją, że to z nim negocjowała umowę o tarczy.
Gość: 66.244.207.150, 66.244.207.15*
2008/08/20 14:52:22
Lech Kaczyński dziękował kolejno byłemu premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu , byłej minister spraw zagranicznych Annie Fotydze, byłemu negocjatorowi Witoldowi Waszczykowskiemu i szefowi MSZ Radosławowi Sikorskiemu.
zgodnie ze stara PRLowska tradycja, nie ten wazny, kto sie naharowal jak wol, ale ten, kto pierdzial w odpowiedni stolek PS Gdyby negocjacje zakonczyly sie fiaskiem, to oczywiscie kolejnosc bylaby dokladnie odwrotna, a pan Jarek by sie wogole na liscie nie zmiescil. Swoja droga - wskazujac wciaz nieustannie , jakie rozdwojenie jazni panuje w polskiej polityce - ciekawe jaki sygnal wysyla Lechu K. do swojego elektoratu (nie moj cyrk i nie moje malpy, ale zastanawia mnie, jak mozna np czuc sie Polakiem i popierac takie rozszczepianie wladzy i anarchie, jaka mamy w tej chwili i jak dlugo to jeszcze bedzie mialo trwac ?). Gdyby Tusk zachowywal sie jak Lechu - bylbym naprawde zniesmaczony...No ale poza PiSem - jak nie podoba sie Tusk, mozna znalezc innego, w partii wodzowskiej typu PiS jestescie bidoki skazani na Kaczory na wieki wiekow. 2008/08/20 20:44:37
W taki dzień jak dziś prezydentowi bardziej doskwiera zazdrość, zwłaszcza zazdrość, że Tusk nie musi mieć Fotygi.
2008/08/20 20:46:59
Po odejściu Fotygi nie będzie sensu szukać tego, który nabzdurzył prezydentowi o 'zdradzie' Sikorskiego.
2008/08/20 21:18:13
Trudno nie wybaczyć pomyłki CNNowi w kraju w którym prezydent nie wygląda na prezydenta.
2008/08/21 06:25:40
Gdająca o benedyktyńskim jajku, wystająca zza okularów bazyliszkowata twarz jednego z ministrów nie powiedziała prawdy. Że musiała odejść, bo była zbyt ładna.
2008/08/21 08:14:48
Dla wielu komentatorow tego blogu polecam ksiazki Alice Miller. Krzywdy doznane od ojca lub matki*) w dziecinstwie nie musza rzutowac na polityczne preferencje. Moze zamiast sie klocic odegramy psychodrame. Niech np 007 wczuje sie w role synka z PiS-u.
2008/08/21 08:15:43
Traktat o tarczy można było podpisać wcześniej, nie trzeba było upierać się przy amerykańskiej deklaracji bezpieczeństwa, przecież gdyby naprawdę się coś działo przyjedzie do nas prezydent Gruzji.
Gość: patton, host-87-99-25-51.lanet.net.pl
2008/10/11 19:28:14
Gdzie się podziewa Kataryna??? tęsknimy.
|
a dzienncioły słuchają